poniedziałek, 30 marca 2015
niedziela, 4 maja 2014
Rozdział 5
Rozdział 5
Megan nie spała pół nocy.Miała
podkrążone oczy.W łazience zafundowała sobie zimny prysznic, bo nie mogła
patrzeć na swoje oczy. Postanowiła zrobić lekki makijaż. Patrick zobaczy ją pierwszy
raz w makijażu. Zdążyła zabrać z kuchni jedynie drugie śniadanie oraz jabłko.
Zjadła je po drodze na autobus. Patrick nie mógł oderwać od niej oczu. Drogę
spędziła z Lily.
-Od kiedy jesteś z Victorem?
-Od niedawna – zarumieniła się.
-Od kiedy jesteś z Victorem?
-Od niedawna – zarumieniła się.
W autobusie chciała usiąść z
przyjaciółką. Jednak jej chłopak był pierwszy.
-Czemu nie masz wisiorka? –zapytał zawiedziony.
- Ciotka mi urwała i kazała go wyrzucić twojej mamie. Ale ona mi go oddała. Teraz musze tylko naprawić łańcuszek – wyjaśniła.
-Stara jędza! –zacisnął pięści.
Megan przytuliła się do niego. W oczach miała łzy.
-Ładnie wyglądasz –uśmiechnął się.
-Dziękuje.
-Czemu nie masz wisiorka? –zapytał zawiedziony.
- Ciotka mi urwała i kazała go wyrzucić twojej mamie. Ale ona mi go oddała. Teraz musze tylko naprawić łańcuszek – wyjaśniła.
-Stara jędza! –zacisnął pięści.
Megan przytuliła się do niego. W oczach miała łzy.
-Ładnie wyglądasz –uśmiechnął się.
-Dziękuje.
Dzisiaj mieli spotkania z dawnymi
absolwentami szkoły. Na korytarzach w gablotach poustawiano stare puchary,
dyplomy, roczniki. Megan wraz z Lily szukały w gablocie pucharu ojca Lily.
Megan znalazła dyplom swojego ojca.
- Dyplom dla Jamesa Moore’a za zajęcie I miejsca w szkolnym konkursie „Mistrz logicznego myślenia”- Megan przeczytała to na głos.
-Mój tata to Christopher Parker –Megan milczała. –Czekaj ty masz na nazwisko Moore.
Dłuższą chwile obie milczały.
-Megan! –potrzasnęła przyjaciółką. –Nie mówiłaś, że twój tata się tu uczył.
-Bo… Ja sama nie wiedziałam – mówiła zszokowana. –Czekaj tu obok są roczniki chodźmy zobaczyć czy to na pewno on.
Obie pobiegły ile sił w nogach do Sali na pierwszym piętrze.
-Ile twój tata miał by lat? –Lily zapytała delikatnie.
-Yyy… Czterdzieści? Tak czterdzieści.
-To tak jak mój tata. Czyli będą razem w roczniku –Lily rozejrzała się po Sali. –Jest. To ten przyniosła niebieski rocznik.
Szybko przeleciały na „M”
-Lily to mój tata!
-Skoro chodził z moim tatą do klasy to po twoim obiedzie pójdziemy z nim porozmawiać.
Dziewczyny nie mogły usiedzieć na sali gimnastycznej,gdzie odbywały się prezentacje.
- Dyplom dla Jamesa Moore’a za zajęcie I miejsca w szkolnym konkursie „Mistrz logicznego myślenia”- Megan przeczytała to na głos.
-Mój tata to Christopher Parker –Megan milczała. –Czekaj ty masz na nazwisko Moore.
Dłuższą chwile obie milczały.
-Megan! –potrzasnęła przyjaciółką. –Nie mówiłaś, że twój tata się tu uczył.
-Bo… Ja sama nie wiedziałam – mówiła zszokowana. –Czekaj tu obok są roczniki chodźmy zobaczyć czy to na pewno on.
Obie pobiegły ile sił w nogach do Sali na pierwszym piętrze.
-Ile twój tata miał by lat? –Lily zapytała delikatnie.
-Yyy… Czterdzieści? Tak czterdzieści.
-To tak jak mój tata. Czyli będą razem w roczniku –Lily rozejrzała się po Sali. –Jest. To ten przyniosła niebieski rocznik.
Szybko przeleciały na „M”
-Lily to mój tata!
-Skoro chodził z moim tatą do klasy to po twoim obiedzie pójdziemy z nim porozmawiać.
Dziewczyny nie mogły usiedzieć na sali gimnastycznej,gdzie odbywały się prezentacje.
Po skończonych zajęciach szły
szybciej niż inni. Były ciekawe czy ich ojcowie się znają. Megan jak
najszybciej zjadła obiad. Od razu pobiegła w stronę domków. Lily siedziała na
schodkach jednego z domów.
-Megan, tutaj! – krzyknęła, machając ręką. –Tata jest w ogrodzie.
-I co? Nie możemy z nim porozmawiać? – zapytała.
-Niestety, nie teraz.
-Niech to szlag. Ja mogę ty nie.
-Megan, nie. Przysporzysz kłopotów sobie i moim rodzicom!
-Daj spokój. Nic się nie stanie.
Megan pobiegła z powrotem w stronę dworku.
-Megan, tutaj! – krzyknęła, machając ręką. –Tata jest w ogrodzie.
-I co? Nie możemy z nim porozmawiać? – zapytała.
-Niestety, nie teraz.
-Niech to szlag. Ja mogę ty nie.
-Megan, nie. Przysporzysz kłopotów sobie i moim rodzicom!
-Daj spokój. Nic się nie stanie.
Megan pobiegła z powrotem w stronę dworku.
Dziewczyna szukała ogrodnika po
całym ogrodzie.
-Dzień dobry. – zaczęła niepewnie. –Jestem Megan Moore.
-Dzień dobry. W czymś mogę pomóc?
-Właściwie tak.
-Słucham.
-Dzisiaj w szkole były spotkania z absolwentami i znalazłam dyplom mojego taty. Lily pokazała mi rocznik i był tam mój tata i pan. Moi rodzice nigdy nie opowiadali mi o swojej młodości. Czy wie może pan czy mogę się spotkać z przyjaciółmi mojego taty? I kim on są?
-Właśnie przed nim stoisz. A drugi jest po drugiej stronie ogrodu. Jeśli przyjdziesz po kolacji to ci wszystko opowiemy.
-Dziękuję. Gdzie mam przyjść?
-Lily lub Patrick po ciebie wyjdą.
-Do zobaczenia.
-Dzień dobry. – zaczęła niepewnie. –Jestem Megan Moore.
-Dzień dobry. W czymś mogę pomóc?
-Właściwie tak.
-Słucham.
-Dzisiaj w szkole były spotkania z absolwentami i znalazłam dyplom mojego taty. Lily pokazała mi rocznik i był tam mój tata i pan. Moi rodzice nigdy nie opowiadali mi o swojej młodości. Czy wie może pan czy mogę się spotkać z przyjaciółmi mojego taty? I kim on są?
-Właśnie przed nim stoisz. A drugi jest po drugiej stronie ogrodu. Jeśli przyjdziesz po kolacji to ci wszystko opowiemy.
-Dziękuję. Gdzie mam przyjść?
-Lily lub Patrick po ciebie wyjdą.
-Do zobaczenia.
Megan przez resztę popołudnia nie
mogła znaleźć sobie miejsca. Podczas kolacji dłubała tylko widelcem w talerzu.
- Pójdę się przejść.
Ciotka nawet nie podniosła głowy z nad papierów.
- Pójdę się przejść.
Ciotka nawet nie podniosła głowy z nad papierów.
Pobiegła tą samą dróżką, którą
biegła po obiedzie. Przy jednym z domów siedział Patrick i Lily. Machali do
niej.
-Chodź za nami- powiedzieli chórem.
-Okey –odpowiedziała Megan.
Weszli do małego pokoju, który był zakopcony dymem papierosowym. Megan zaczęła kasłać.
-O Megan –z kuchni wyłoniła się mama Patricka miała na sobie szare spodnie dresowe, bluzkę, którą zasłaniał zielony fartuch kuchenny. –Jesteś głodna?
-Nie.
-Patrick powiedz tacie, że Megan już jest.
Chłopak poszedł do drugiego pokoju. Dziewczyna została z Lily .
-Lily pójdziesz po tatę?
-Tak ciociu.
Megan zmieszała się. Nie wiedziała, że jej chłopak i najlepsza przyjaciółka to rodzina.
-Chodź za nami- powiedzieli chórem.
-Okey –odpowiedziała Megan.
Weszli do małego pokoju, który był zakopcony dymem papierosowym. Megan zaczęła kasłać.
-O Megan –z kuchni wyłoniła się mama Patricka miała na sobie szare spodnie dresowe, bluzkę, którą zasłaniał zielony fartuch kuchenny. –Jesteś głodna?
-Nie.
-Patrick powiedz tacie, że Megan już jest.
Chłopak poszedł do drugiego pokoju. Dziewczyna została z Lily .
-Lily pójdziesz po tatę?
-Tak ciociu.
Megan zmieszała się. Nie wiedziała, że jej chłopak i najlepsza przyjaciółka to rodzina.
Mężczyźni zaprosili Megan,
Patricka i Lily do salonu.
-Od czego powinniśmy zacząć?- zastanawiał się tata Lily.
-Może zaczniemy od tego, że ja, Christopher i James byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. –zaczął tata Patricka.
- Twój rodzice poznali się tutaj.
-To wiem.
- Twoja ciotka nienawidzi dzieci, bo jako dziecko przeżyła wielką traumę. O tym jednak nie możemy ci opowiedzieć.
-To czemu ukrywali przede mną, że mam ciotkę?
- Twoi rodzice po tym jak wzięli ślub zerwali kontakty z rodziną twojej matki. Nie możemy wam powiedzieć dlaczego. A teraz musisz iść na obiad.
-Ale… -zaczęli chórem.
-Ani słowa więcej –przerwali im mężczyźni.
-Od czego powinniśmy zacząć?- zastanawiał się tata Lily.
-Może zaczniemy od tego, że ja, Christopher i James byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. –zaczął tata Patricka.
- Twój rodzice poznali się tutaj.
-To wiem.
- Twoja ciotka nienawidzi dzieci, bo jako dziecko przeżyła wielką traumę. O tym jednak nie możemy ci opowiedzieć.
-To czemu ukrywali przede mną, że mam ciotkę?
- Twoi rodzice po tym jak wzięli ślub zerwali kontakty z rodziną twojej matki. Nie możemy wam powiedzieć dlaczego. A teraz musisz iść na obiad.
-Ale… -zaczęli chórem.
-Ani słowa więcej –przerwali im mężczyźni.
Gdy Megan wychodziła zatrzymała
ją mama Patricka.
-Dziennik –szepnęła. - Na obiad.
-Dziennik –szepnęła. - Na obiad.
sobota, 12 kwietnia 2014
Rozdział 4
Rozdział 4
Minął
tydzień.Megan zbliżyła się do Lily.Nadal była pokłócona z Patrickiem. Miała
Lily,lecz czuła się samotna. Brakowało jej rodziców, rodzinnego domu i starych
znajomych. Z ciotką nie miała dobrych kontaktów.
W
sobotnie popołudnie spotkała się z Lily,na polanie obok dworku.
-Hej –rzuciła wesoło blondynka.
-Hej.
-Rozmawiałam z Patrickiem.
-Po co? –powiedziała zdenerwowana.
-Bo widziałam jak się męczysz –odpowiedziała. –Nie mogłam na to pozwolić –kontynuowała. –Patrick też cierpiał.
-Jakoś to nie pomogło. Nie ma go ze mną kiedy go potrzebuje.
Gdy wypowiadała te słowa za jej plecami rozbrzmiał męski głos.
-Jestem –był to Patrick. –Przepraszam, że tak zareagowałem.
W jej oczach pojawiły się łzy.Przysunął się do niej.Poczuła zapach jego perfum.Musnął ją wargami. Nie pozwoliła,żeby przestał. Złapała go za szyje.Przeczesała jego brązowe włosy palcami.Patrick złapał ją w tali.Po skończonym pocałunku szepnął jej do ucha:
-Kocham cię.
Spojrzała mu w oczy.Uśmiechnęła się.Po chwili zobaczyli, że Lily trzyma się z a rękę z chłopakiem. Megan go nie znała. Lily była bardzo szczęśliwa. Nie zwracała na nich uwagi.
-Kto to? – zapytała.
-Victor. Jego rodzice też tu mieszkają.
Złapali się za ręce. Pobiegli do pary siedzącej na zielonej trawie.
-Megan to jest Victor.Victor to jest Megan.
-Miło mi –powiedział ciemnowłosy chłopak.
-My będziemy się zbierać –powiedział Patrick. –Tylko odstaw Lily o rozsądnej porze do domu.
Wtedy Megan zrozumiała, że jej chłopak traktuje jej najlepszą przyjaciółkę jak siostrę.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Resztę drogi spędzili w milczeniu.
-Hej –rzuciła wesoło blondynka.
-Hej.
-Rozmawiałam z Patrickiem.
-Po co? –powiedziała zdenerwowana.
-Bo widziałam jak się męczysz –odpowiedziała. –Nie mogłam na to pozwolić –kontynuowała. –Patrick też cierpiał.
-Jakoś to nie pomogło. Nie ma go ze mną kiedy go potrzebuje.
Gdy wypowiadała te słowa za jej plecami rozbrzmiał męski głos.
-Jestem –był to Patrick. –Przepraszam, że tak zareagowałem.
W jej oczach pojawiły się łzy.Przysunął się do niej.Poczuła zapach jego perfum.Musnął ją wargami. Nie pozwoliła,żeby przestał. Złapała go za szyje.Przeczesała jego brązowe włosy palcami.Patrick złapał ją w tali.Po skończonym pocałunku szepnął jej do ucha:
-Kocham cię.
Spojrzała mu w oczy.Uśmiechnęła się.Po chwili zobaczyli, że Lily trzyma się z a rękę z chłopakiem. Megan go nie znała. Lily była bardzo szczęśliwa. Nie zwracała na nich uwagi.
-Kto to? – zapytała.
-Victor. Jego rodzice też tu mieszkają.
Złapali się za ręce. Pobiegli do pary siedzącej na zielonej trawie.
-Megan to jest Victor.Victor to jest Megan.
-Miło mi –powiedział ciemnowłosy chłopak.
-My będziemy się zbierać –powiedział Patrick. –Tylko odstaw Lily o rozsądnej porze do domu.
Wtedy Megan zrozumiała, że jej chłopak traktuje jej najlepszą przyjaciółkę jak siostrę.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Resztę drogi spędzili w milczeniu.
Zaprowadził
ją do chaty.Przed wejściem zatkał jej oczy. Pomógł jej wejść do środka. Na
środku było ułożone serce i napis „PRZEPRASZAM”,wykonany ze świeżych kwiatów.Megan zatkało dech w
piersiach.Rzuciła mu się na szyję.Pocałowała go.
- To jeszcze nie koniec – uśmiechnął się.
Wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko w kształcie serca.Otworzył wieczko.W środku był srebrny wisiorek w kształcie serca.
-Podoba ci się?
-Jest śliczny.
-Mogę ci go założyć? – zapytał namiętnie.
-Oczywiście – odwróciła się i przytrzymała włosy w górze. – Jest prześliczny.
-Cieszę się, że ci się podoba. Musimy już iść,bo zaraz masz obiad.
- To jeszcze nie koniec – uśmiechnął się.
Wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko w kształcie serca.Otworzył wieczko.W środku był srebrny wisiorek w kształcie serca.
-Podoba ci się?
-Jest śliczny.
-Mogę ci go założyć? – zapytał namiętnie.
-Oczywiście – odwróciła się i przytrzymała włosy w górze. – Jest prześliczny.
-Cieszę się, że ci się podoba. Musimy już iść,bo zaraz masz obiad.
Zdążyła
w ostatniej chwili.Miała na sobie bokserkę więc widać było wisiorek.
-Co masz na szyi? – zapytała oburzona ciotka.
-Wisiorek – odpowiedziała spokojnie.
- Wiem,że to wisiorek – krzyknęła. – Skąd go masz?
-Dostałam.
-Od kogo?
-Od rodziców.
-Nie kłam – walnęła ręką w stół.
-Nie kłamie.
-Wiem, że dostałaś to od tego chłopaka.
-Nieprawda.
Ciotka podeszła do Megan,złapała za wisiorek i z całej siły pociągnęła.Urwała go.I schowała w kieszeni żakietu.
-Zapomnij o tym chłopaku.
-Jak możesz! –podniosła głos. –Nie masz prawa!!
Wybiegła z jadalni z płaczem.
-Co masz na szyi? – zapytała oburzona ciotka.
-Wisiorek – odpowiedziała spokojnie.
- Wiem,że to wisiorek – krzyknęła. – Skąd go masz?
-Dostałam.
-Od kogo?
-Od rodziców.
-Nie kłam – walnęła ręką w stół.
-Nie kłamie.
-Wiem, że dostałaś to od tego chłopaka.
-Nieprawda.
Ciotka podeszła do Megan,złapała za wisiorek i z całej siły pociągnęła.Urwała go.I schowała w kieszeni żakietu.
-Zapomnij o tym chłopaku.
-Jak możesz! –podniosła głos. –Nie masz prawa!!
Wybiegła z jadalni z płaczem.
Do końca
dnia miała zamiar nie wychodzić z domu.Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Nie mam ochoty z nikim rozmawiać – mówiąc,krztusiła się łzami.
-Proszę.Mogę wejść?–rozpoznała głos mamy Patricka.
-Tak.
Do pokoju weszła pokojówka.Patrick odziedziczył po kobiecie oczy.
-Wiem co zdarzyło się dziś w jadalni –zaczęła. – Twoja ciotka kazała mi to wyrzucić – otworzyła dłoń był tam srebrny wisiorek. – Nie mogłam tego zrobić – powiedziała. –Wiem,że dostałaś go od Patricka.
-Dziękuje,że naraża pani swoją pracę dla mnie – otarła łzy.
- Twoja ciotka mnie nie zwolni –powiedziała spokojnie.
-Czemu jest pani tak tego pewna?
-Wiem za dużo.Nie mogę o tym mówić.
-Dobrze,nie będę nalegać.
-Wiesz,twoja mama jak była dzieckiem często tu przyjeżdżała.Moi rodzice tu pracowali.Przyjaźniłam się z twoją mamą. – wyjęła małą paczuszką z kieszeni fartucha. –To kiedyś należało do niej – kobieta dała pakunek Megan.
Dziewczyna otworzyła go drżącymi rekami. W środku był brązowy dziennik.
-Zostawię cie teraz.
-Nie mam ochoty z nikim rozmawiać – mówiąc,krztusiła się łzami.
-Proszę.Mogę wejść?–rozpoznała głos mamy Patricka.
-Tak.
Do pokoju weszła pokojówka.Patrick odziedziczył po kobiecie oczy.
-Wiem co zdarzyło się dziś w jadalni –zaczęła. – Twoja ciotka kazała mi to wyrzucić – otworzyła dłoń był tam srebrny wisiorek. – Nie mogłam tego zrobić – powiedziała. –Wiem,że dostałaś go od Patricka.
-Dziękuje,że naraża pani swoją pracę dla mnie – otarła łzy.
- Twoja ciotka mnie nie zwolni –powiedziała spokojnie.
-Czemu jest pani tak tego pewna?
-Wiem za dużo.Nie mogę o tym mówić.
-Dobrze,nie będę nalegać.
-Wiesz,twoja mama jak była dzieckiem często tu przyjeżdżała.Moi rodzice tu pracowali.Przyjaźniłam się z twoją mamą. – wyjęła małą paczuszką z kieszeni fartucha. –To kiedyś należało do niej – kobieta dała pakunek Megan.
Dziewczyna otworzyła go drżącymi rekami. W środku był brązowy dziennik.
-Zostawię cie teraz.
Megan
nie mogła spojrzeć na ciotkę po tym co zrobiła więc nie pojawiła się na
kolacji. Usnęła czytając opowiadania swojej matki.
niedziela, 6 kwietnia 2014
Rozdział 3
Rozdział 3
Najpierw uderzyła ją
fala morskiej bryzy, potem poczuła lekki wiatr. Nie przypominała sobie tego
miejsca.Była sama.Bała się.
Usłyszała łamanie gałęzi.Kręciła się w kółko.
-KTO TU JEST?
Nikt się nie odzywał.
-ODEZWIJ SIĘ!!
Nadal nic.
Nagle usłyszała.
-To twoja wina!
-Co takiego!?
-To przez ciebie zginęli twoi rodzice.To ty ich namówiłaś na ten bankiet!
Łzy płynęły jej po policzku.
Usłyszała łamanie gałęzi.Kręciła się w kółko.
-KTO TU JEST?
Nikt się nie odzywał.
-ODEZWIJ SIĘ!!
Nadal nic.
Nagle usłyszała.
-To twoja wina!
-Co takiego!?
-To przez ciebie zginęli twoi rodzice.To ty ich namówiłaś na ten bankiet!
Łzy płynęły jej po policzku.
Obudził
ją własny krzyk.Miała mokre policzki.Płakała przez sen. Była czwarta rano.Nie mogła już spać.Usiadła w rogu
pokoju.Zaczęła rysować.Jednak nie
przestała płakać.Nie zeszła na śniadanie.Poszła od razu do szkoły.Patrick
zobaczył, że co jest nie tak.
-Coś się stało? –zapytał zaniepokojony.
-Nic mi nie jest –odpowiedziała obojętnie.
-Przecież widzę.Czy chodzi o to co stało się wczoraj w chatce? Jeśli tak to przepraszam –powiedziawszy to przyśpieszył kroku.
-Nie! –krzyknęła. –Zaczekaj!!
-Po co?
-Chce ci to wyjaśnić!
-Słucham. Masz pięć minut.
-Wiesz czemu tu zamieszkałam?
-Nie i nie chce wiedzieć.
-No to ok. – Pobiegła do grupki śpiewających dziewczyn. –Mogę się dołączyć.
Resztę drogi spędziła z dziewczynami.Mruczała coś pod nosem nie mogła skupić się na słowach.Myślała o Patricku.
-Coś się stało? –zapytał zaniepokojony.
-Nic mi nie jest –odpowiedziała obojętnie.
-Przecież widzę.Czy chodzi o to co stało się wczoraj w chatce? Jeśli tak to przepraszam –powiedziawszy to przyśpieszył kroku.
-Nie! –krzyknęła. –Zaczekaj!!
-Po co?
-Chce ci to wyjaśnić!
-Słucham. Masz pięć minut.
-Wiesz czemu tu zamieszkałam?
-Nie i nie chce wiedzieć.
-No to ok. – Pobiegła do grupki śpiewających dziewczyn. –Mogę się dołączyć.
Resztę drogi spędziła z dziewczynami.Mruczała coś pod nosem nie mogła skupić się na słowach.Myślała o Patricku.
Na
lekcjach nie była aktywna. Podczas lunchu usiadła sama.
-Hej, mogę się dosiąść? –Zapytała drobna blondynka, którą Megan chodziła na geografie i angielski.
-Hej, siadaj –Wskazała miejsce przy stoliku. –Jestem Megan.
-Lily –uśmiechnęła się widać było jej białe zęby.
-Czy my przypadkiem nie chodzimy razem na geografie i angielski?
-Chodzimy –odpowiedziała uprzejmie. –Moi rodzice pracują w dworku.
-Jako?
-Mama jest kucharką , tata kierowcą pani McCartey. Moja mama dużo o tobie mówi.
-Twoja mama to przemiła kobieta.
-Serio jadasz śniadania w kuchni?
-Tak. I jak bym mogła jadła bym tak każdy posiłek.Tam jest tak wesoło, a z moją ciotką. Szkoda gadać.
-Nie obraź się ale ja nienawidzę twojej ciotki.
-Ja tak samo. Nie pozwoliła mi pojechać na pogrzeb moich rodziców – Megan miała świeczki w oczach.
-Jeśli mogę zapytać to jak trafiłaś na dwór?
-Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym przeze mnie –powiedziała cicho.
-Czemu przez ciebie?
-Ja ich namawiałam, żeby tej nocy pojechali na ten cholerny bankiet. –Nie wytrzymała popłakała się.
-Przecież to nie twoja wina. –Dziewczyna obiela płaczącą Megan.
Rozmowa z Lily poprawiła Meg humor. Pierwszy raz powiedziała obcej osobie o jej rodzicach.
-Hej, mogę się dosiąść? –Zapytała drobna blondynka, którą Megan chodziła na geografie i angielski.
-Hej, siadaj –Wskazała miejsce przy stoliku. –Jestem Megan.
-Lily –uśmiechnęła się widać było jej białe zęby.
-Czy my przypadkiem nie chodzimy razem na geografie i angielski?
-Chodzimy –odpowiedziała uprzejmie. –Moi rodzice pracują w dworku.
-Jako?
-Mama jest kucharką , tata kierowcą pani McCartey. Moja mama dużo o tobie mówi.
-Twoja mama to przemiła kobieta.
-Serio jadasz śniadania w kuchni?
-Tak. I jak bym mogła jadła bym tak każdy posiłek.Tam jest tak wesoło, a z moją ciotką. Szkoda gadać.
-Nie obraź się ale ja nienawidzę twojej ciotki.
-Ja tak samo. Nie pozwoliła mi pojechać na pogrzeb moich rodziców – Megan miała świeczki w oczach.
-Jeśli mogę zapytać to jak trafiłaś na dwór?
-Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym przeze mnie –powiedziała cicho.
-Czemu przez ciebie?
-Ja ich namawiałam, żeby tej nocy pojechali na ten cholerny bankiet. –Nie wytrzymała popłakała się.
-Przecież to nie twoja wina. –Dziewczyna obiela płaczącą Megan.
Rozmowa z Lily poprawiła Meg humor. Pierwszy raz powiedziała obcej osobie o jej rodzicach.
Lekcje
strasie się dłużyły. Wracała z Lily. Nie jak zawsze z Patrickiem.
-Czy ty jesteś z Patrickiem –Zapytała Lily.
-Tak mi się wydawało, ale dzisiaj się pokłóciliśmy –w jej oczach znowu były łzy.
-O co poszło?
-Miałam sen w którym ktoś powiedział mi, że to prze zemnie moi rodzice zginęli była roztrzęsiona. Byłam oschła dla niego. On pomyślał, że to przez to, że nie pocałował dzień wcześniej.
-Chcesz żebym z nim porozmawiała.Znamy się od dziecka.
-Nie trzeba.
-Wszystko będzie dobrze. Jak byś czegoś potrzebowała pomocy powiedz mojej mamie ona ci powie jak mnie znajdziesz.
-Dziękuje. Kochana jesteś.
-Czy ty jesteś z Patrickiem –Zapytała Lily.
-Tak mi się wydawało, ale dzisiaj się pokłóciliśmy –w jej oczach znowu były łzy.
-O co poszło?
-Miałam sen w którym ktoś powiedział mi, że to prze zemnie moi rodzice zginęli była roztrzęsiona. Byłam oschła dla niego. On pomyślał, że to przez to, że nie pocałował dzień wcześniej.
-Chcesz żebym z nim porozmawiała.Znamy się od dziecka.
-Nie trzeba.
-Wszystko będzie dobrze. Jak byś czegoś potrzebowała pomocy powiedz mojej mamie ona ci powie jak mnie znajdziesz.
-Dziękuje. Kochana jesteś.
Na
obiedzie nie było jej myślami. Ciotka wypełniała jakieś dokumenty nawet nie
zauważyła kiedy wyszła. Megan pobiegła do chatki. Stanęła na miejscu gdzie
ostatnio stała z Patrickiem. Dotknęła
lekko swoich warg, w to miejsce gdzie wczoraj były usta ukochanego. Czemu go tu teraz na nią niema?
To pytanie krążyło jej po głowie. Wszyscy których kochała i są dla niej Wani
odchodzą. Dlaczego? Nikt nie wie.
Poszła
do domu.Nie jadła kolacji.Poszła spać.Jej zapłakane oczy same się zamykały.
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdział 2
Rozdział 2
Nie
spała całą noc, rozmyślała o tym skąd ciotka mogła wiedzieć o Patricku? Usnęła
dopiero nad ranem.Spała może trzy godziny.Śniadanie zjadła w kuchni. Lubiła
jeść tam posiłki,ale z powodu ciotki nie mogła tego robić.Zostały jej tylko
poranki wtedy kobieta jeszcze spała.Z uśmiechem na twarzy pobiegła do
Patricka.Całą gromadą poszli do szkoły.Dziewczyna nie czuła zmęczenia.Szli
przez las,śpiewali i świetnie się bawili.Wiedziała, że musi porozmawiać z
chłopakiem. Bała się tej rozmowy. Postanowiła, że zrobi to w porze lunchu.Przed posiłkiem miała matematykę i francuski.
Przyszła pora na rozmowę.
-Hej.Usiądźmy sami muszę z tobą porozmawiać –poprosiła Megan.
- Słucham- powiedział chłopak stawiając czerwoną tacką z jedzeniem
-Moja ciotka wie,że byłeś u mnie ostatnio- postanowiła nie owijać w bawełnę. – Zagroziła,że jeśli się to jeszcze raz powtórzy to twój rodzice stracą prace.
-Wstrętna baba- powiedział pod nosem chłopak.
-Spokojnie – przysunęła się do niego i obieliła go ramieniem.
On odwzajemnił jej uścisk.
-Nie powiedziała,że nie możemy się spotykać –próbowała go uspokoić. – Pamiętasz gdzie się poznaliśmy?
-Tak.Jak bym mógł zapomnieć? – uśmiechnął się lekko.
-Tam będziemy się spotykać.
-Mam lepszy pomysł.
-Jaki? –zapytała zaciekawiona dziewczyna
-To niespodzianka - powiedział chłopak. –Spotkajmy się po obiedzie.
-Dobrze.
-Będę czekał pod drzewem gdzie ostatnio cie znalazłem.
-Przyjdę jak szybko się da.Teraz uciekam na angielski.
-Będę czekał –Uśmiechał się szeroko i pomachał Megan wychodzącej ze stołówki.
- Słucham- powiedział chłopak stawiając czerwoną tacką z jedzeniem
-Moja ciotka wie,że byłeś u mnie ostatnio- postanowiła nie owijać w bawełnę. – Zagroziła,że jeśli się to jeszcze raz powtórzy to twój rodzice stracą prace.
-Wstrętna baba- powiedział pod nosem chłopak.
-Spokojnie – przysunęła się do niego i obieliła go ramieniem.
On odwzajemnił jej uścisk.
-Nie powiedziała,że nie możemy się spotykać –próbowała go uspokoić. – Pamiętasz gdzie się poznaliśmy?
-Tak.Jak bym mógł zapomnieć? – uśmiechnął się lekko.
-Tam będziemy się spotykać.
-Mam lepszy pomysł.
-Jaki? –zapytała zaciekawiona dziewczyna
-To niespodzianka - powiedział chłopak. –Spotkajmy się po obiedzie.
-Dobrze.
-Będę czekał pod drzewem gdzie ostatnio cie znalazłem.
-Przyjdę jak szybko się da.Teraz uciekam na angielski.
-Będę czekał –Uśmiechał się szeroko i pomachał Megan wychodzącej ze stołówki.
Na angielskim omawiali poezje Philipa Larkin’a pt. „The North Ship”.
-Megan przeczytaj trzecią strofę.
-„Drugi statek odwrócił się w kierunku wschodnim,
Nad morzem, morze, trzęsawiska,
I wiatr polować go jak zwierzę
Zakotwiczyć w niewoli.”- Czuła jakby ta strofa opisywała jej życie przed kilkoma dniami.
-Co czujecie słuchając tej strofy? –zapytała profesor Brown.
Megan nie umiała wydusić z siebie ani jednego słowa.Była roztrzęsiona.Do końca tego dnia zostały tylko: geografia, plastyka i wychowanie fizyczne.Megan do końca szkoły była nieobecna. Wracali ze szkoły mniejszą grupką niż rano.Jednak był tak samo wesoło.Tylko Megan była inna.Szła z tyłu grupy.Nikt nie zwracał na nią uwagi.Cieszyła się z tego powodu.
-Megan przeczytaj trzecią strofę.
-„Drugi statek odwrócił się w kierunku wschodnim,
Nad morzem, morze, trzęsawiska,
I wiatr polować go jak zwierzę
Zakotwiczyć w niewoli.”- Czuła jakby ta strofa opisywała jej życie przed kilkoma dniami.
-Co czujecie słuchając tej strofy? –zapytała profesor Brown.
Megan nie umiała wydusić z siebie ani jednego słowa.Była roztrzęsiona.Do końca tego dnia zostały tylko: geografia, plastyka i wychowanie fizyczne.Megan do końca szkoły była nieobecna. Wracali ze szkoły mniejszą grupką niż rano.Jednak był tak samo wesoło.Tylko Megan była inna.Szła z tyłu grupy.Nikt nie zwracał na nią uwagi.Cieszyła się z tego powodu.
Jednak
na obiedzie ciotka zobaczyła, że coś jest nie tak...
-Megan czy coś nie tak?
-Nie – odpowiedziała dziewczyna. – Nie jestem głodna,pójdę do ogrodu.
-Oczywiście.
-Megan czy coś nie tak?
-Nie – odpowiedziała dziewczyna. – Nie jestem głodna,pójdę do ogrodu.
-Oczywiście.
Pobiegła
ile sił w nogach do umówionego miejsca. Była tak ciekawa niespodzianki i
zobaczenia Patricka,że nie zdjęła nawet mundurka.
-Jesteś już –powiedział chłopak.
-To gdzie ta niespodzianka?
-Daj mi rękę to cie tam zaprowadzę. Jest trochę dalej.
Dziewczyna podała mu dłoń. Złapał ją.Miał delikatną skórę.Meg rozmarzyła się.
-Możesz biegać? –nieświadomie wyrwał ją z zamyślenie.
Potrząsnęła głową.Po chwili wbiegli w lasek.Biegli w nim tylko chwile.Potem zobaczyła małą chatkę obrośnięta mchem.
-Co to?
-Opuszczony dom,mieszkał tam kiedyś stary ogrodnik.
-Czy możemy?
-Teoretycznie nie.Ale nikt tu nie przychodzi –powiedział chłopak. –Chodź.Pokaże ci jak jest w środku.
Pobiegli.Megan zapomniała już o lekcji angielskiego.Przy Patricku czuła się szczęśliwa.W chatce było parę starych okurzonych mebli. Patrick złapał Megan za rękę i przyprowadził na środek.Nie puszczał jej dłoni. Złapał jeszcze jedną. Ich palce się krzyżowały.
-Chciałem ci to powiedzieć wczoraj jak byłem u ciebie w pokoju,ale nie zdążyłem –zaczął chłopak. –Nie wiem jak mam ci to powiedzieć –kontynuował. –Podobasz mi się –Megan zamurowało.
-yyy… –nie mogła wydusić nic z siebie. – Też mi się podobasz.
Patrick złapała Megan w tali przeciągnął ją do siebie. Ich usta zbliżyły się do siebie. Pocałowali się. Najpierw był to lekki całus. Megan jednak nie pozwoliła, żeby to się tak skończyło i obejmuje jego szyję. Przeczesała palcami jego bujne włosy.Miał zmysłowe usta.Chciała żeby ta chwila trwała wiecznie.Kiedy skończyli przytulili się do siebie.
-Musimy już wracać –spojrzał dziewczynie w oczy.
-Nie chce.
-Chodź –złapał ją w tali i pocałował,złapała go i nie chciała go wypuścić.
-Jesteś już –powiedział chłopak.
-To gdzie ta niespodzianka?
-Daj mi rękę to cie tam zaprowadzę. Jest trochę dalej.
Dziewczyna podała mu dłoń. Złapał ją.Miał delikatną skórę.Meg rozmarzyła się.
-Możesz biegać? –nieświadomie wyrwał ją z zamyślenie.
Potrząsnęła głową.Po chwili wbiegli w lasek.Biegli w nim tylko chwile.Potem zobaczyła małą chatkę obrośnięta mchem.
-Co to?
-Opuszczony dom,mieszkał tam kiedyś stary ogrodnik.
-Czy możemy?
-Teoretycznie nie.Ale nikt tu nie przychodzi –powiedział chłopak. –Chodź.Pokaże ci jak jest w środku.
Pobiegli.Megan zapomniała już o lekcji angielskiego.Przy Patricku czuła się szczęśliwa.W chatce było parę starych okurzonych mebli. Patrick złapał Megan za rękę i przyprowadził na środek.Nie puszczał jej dłoni. Złapał jeszcze jedną. Ich palce się krzyżowały.
-Chciałem ci to powiedzieć wczoraj jak byłem u ciebie w pokoju,ale nie zdążyłem –zaczął chłopak. –Nie wiem jak mam ci to powiedzieć –kontynuował. –Podobasz mi się –Megan zamurowało.
-yyy… –nie mogła wydusić nic z siebie. – Też mi się podobasz.
Patrick złapała Megan w tali przeciągnął ją do siebie. Ich usta zbliżyły się do siebie. Pocałowali się. Najpierw był to lekki całus. Megan jednak nie pozwoliła, żeby to się tak skończyło i obejmuje jego szyję. Przeczesała palcami jego bujne włosy.Miał zmysłowe usta.Chciała żeby ta chwila trwała wiecznie.Kiedy skończyli przytulili się do siebie.
-Musimy już wracać –spojrzał dziewczynie w oczy.
-Nie chce.
-Chodź –złapał ją w tali i pocałował,złapała go i nie chciała go wypuścić.
Gdy
dotarła do dworku już w holu unosiły się
piękne zapachy. Postanowiła umyć ręce i iść na kolacje.Była bardzo godna.Przy
posiłku siedziała cicho nie rozmawiała z ciotka. Po skończonym jedzeniu poszła
odrabiać lekcje.Nie mogła się skupić myślała tylko o tym co zdarzyło się
między nią a Patrickiem.
poniedziałek, 17 marca 2014
Rozdział 1
Rozdział 1
Płakała cały
dzień. Nie mogła sama zostać w domu bez opiekuna. Miała zamieszkać z ciotką na
drugim krańcu kraju. Najgorsze było dla niej to, że musi opuścić dom, w którym
się wychowywała i swoich przyjaciół. Nigdy nie widziała się z ciocią. Z tego co
wiedziała, ciocia jest pięćdziesięcioletnią kobietą mieszkającą w
dworku. Miała wyjechać dzisiaj wieczorem. Poinformowano ją ,że dom dostanie kiedy
skończy osiemnaście lat. Spakowała się w trzy pudła, dwie walizki i bagaż
podręczny. Jedno z pudeł wypełniła
książkami, które uwielbiała jej mama, drugie płytami taty, albumami i
rodzinnymi pamiątkami ,a trzecie swoimi ulubionymi rzeczami i wszystkim co
miała w pokoju. Walizki wypełniła ubraniami jakie tylko posiadała. W bagażu
podróżnym upchnęła buty.
Wyruszyła o 20
jechała całą noc. Dotarła na miejsce o 9 rano. Ciotka czekała przy wejściu z
dwoma mężczyznami ubranymi w takie same stroje. Kierowca przekazał im jej
bagaże. Ciotka zaprosiła ją na śniadanie. Usiadły po obu stronach długiego,
ciemnego stołu. Po skończonym posiłku krewna poprosiła jedną z pokojówek o
pokazanie pokoju, w którym ma mieszkać Megan. Pokój mieścił się na pierwszym
piętrze. Jego ściany były koloru błękitnego, a meble białe. Miał on widok na
duży ogród. Jej bagaże już były w pokoju, stały przy łóżku. Pokochała to
miejsce.
-Oto twój pokój. Jeśli będziesz czegoś potrzebować szukaj osoby ubranej w granatowe stroje służbowe –powiedziała pokojówka. –Czuj się jak w domu.
- Dziękuje. Czy mogę wyjść do ogrodu?
-Oczywiście.
Pokojówka wyszła, a Megan została sama. Sama z myślami jak teraz ma być. Gdzie pochowają jej rodziców? Czy będzie mogła iść na pogrzeb? Gdzie teraz będzie się uczyć? Jaka jest ciocia? Czy ktoś ją zrozumie? Wyjęła z pudła szkicownik, kredki i ołówek. Pobiegła do ogrodu. Zapuściła się w głąb wielkiego, pięknego ogrodu. Usiadła na trawie obok wysokiego dębu. Zaczęła rysować ptaki siedzące w karmniku zawieszonym na drzewie, które znajdowało się niedaleko miejsca, w którym usiadła.
Było cicho. Miała czas na myślenie.Znowu zaczęły ją dręczyć pytania. Na jej kartkę spływały łzy. Wiedziała, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Bała się przyszłości. Siedziała w ogrodzie dość długo. Zaczęli jej szukać.
-Ty jesteś Megan? –zapytał wysoki brunet.
-Tak. A ty to kto?
- Patrick, syn ogrodnika i pokojówki pracującego dla twojej ciotki –uśmiechnął się, miał piękny uśmiech. –Wszyscy Cie szukają.
-To która jest godzina?
-Dochodzi 15.
- Jezu. Już?
-Jeśli nie chcesz mieć kłopotów to lepiej wracaj.
-Spotkamy się jeszcze?
- Będziemy chodzić do tej samej szkoły.
- Pa.
Pobiegła w stronę dworku, nie odwracając głowy do tyłu.
-Gdzie ty się podziewałaś? –zapytała oburzona ciotka.
-Byłam w ogrodzie. Zrobiłam coś źle?
-Nie tylko się o ciebie martwiłam.
-Przepraszam to się już nigdy więcej nie powtórzy.
-Idź umyj ręce zaraz podadzą obiad. Toaleta jest na końcu korytarza.
Poszła szybkim krokiem w stronę łazienki. Wróciła szybkim krokiem.
-Ciociu gdzie zostaną pochowani moi rodzice? – Zapytała przełykając ślinę.
-Na pewno nie tutaj. Mój ludzie mają zorganizować im pogrzeb w rodzinnym mieście.
-Czemu nie tu?
- Uznałam, że tak będzie najlepiej.
-Czy będę mogła jechać na pogrzeb?
-Zaczynasz szkole. Koniec laby.
-Ale dlaczego? - uniosła głos.
-Moja panno za dużo tego do swojego pokoju.
Wybiegła w płaczu. Wpadając na niską blondyneczkę.
Siedziała w pokoju, nikogo nie chciał wpuścić. Usłyszała pukanie do drzwi.
-Kto tam?
-Patrick. Wpuścisz mnie?
-Co chcesz? Moja ciotka cie przysłała?
-Ona nawet nie wie, że tu jestem. Mam zakaz wchodzenia do dworku. I jak mnie wpuścisz to będę miał kłopoty.
Wstała z łóżka i otworzyła zamknięte na klucz drzwi. Patrick opowiedział jaka naprawdę jest jej ciotka.
-Ona nienawidzi dzieci. Nie pozwala żadnemu z dzieci parowników wchodzić do dworku. Mój rodzice mieszkają tu jak wiele osób zatrudnionych tutaj. Mamy swoje mieszkanka na tyłach ogrodu. Pewnie będziesz jeździć autobusem jak wszyscy. Ona jest sknerą. Pracowników traktuje jakby była ob. Nich lepsza. Może ma więcej pieniędzy, ale przynajmniej oni mają serce.
Za drzwiami słychać stukot szpilek. To ciotka.
-Szybko chowaj się –poganiała go ręką.
-Ale gdzie? –jego głos drżał.
-Właź do szafy albo pod łóżko –Widać było strach w jej oczach.
Rozległo się pukanie do drzwi.
-Mogę? –Za drzwi dobiegł delikatny głos ciotki.
-Proszę.
-Przyszłam poinformować cie, że jutro zaczynasz szkołę. Autobus masz o 8:00. Do przystanku jest około 20 minut drogi. Śniadanie zjesz sama o godzinie siódmej. Pokojówka ma przynieść ci książki oraz mundurek. Rozumiem, że plecak zeszyty posiadasz?
-Oczywiście. Czy sama będę umiała trafić na przystanek?
-Dzieci pracowników chodzą do tej samej szkoły, do której ty będziesz teraz uczęszczać.
Ciotka wyszła. Po odczekaniu kilku minut Patrick wyczołgał się z pod łóżka.
-To ja będę uciekał. Do jutra
-Pa. Dziękuje.
-Za co?
-Za wszystko. Za to, że ryzykowałeś dla mnie, żeby opowiedzieć mi o mojej ciotce.
-Nie mam za co. Polecam się na przyszłość.
Niespodziewanie do pokoju weszła pokojówka niosąca książki i mundurek.
- Patrick?! –wypowiedziała z niedowierzaniem pracownica.
-Mamo spokojnie nikt mnie nie widział – chłopak starała się uspokoić matkę.
-Wiesz jakie możemy mieć kłopoty? Marsz do domu.
-Ale mamo!
-Nie marudź –Wskazała palcem drzwi. –Przepraszam cie za mojego syna.
-Ale on nic nie zrobił. Ja nie jestem jak moja ciotka – Broniła chłopaka.
- Patrick ja coś powiedziałam.
-Oto twój pokój. Jeśli będziesz czegoś potrzebować szukaj osoby ubranej w granatowe stroje służbowe –powiedziała pokojówka. –Czuj się jak w domu.
- Dziękuje. Czy mogę wyjść do ogrodu?
-Oczywiście.
Pokojówka wyszła, a Megan została sama. Sama z myślami jak teraz ma być. Gdzie pochowają jej rodziców? Czy będzie mogła iść na pogrzeb? Gdzie teraz będzie się uczyć? Jaka jest ciocia? Czy ktoś ją zrozumie? Wyjęła z pudła szkicownik, kredki i ołówek. Pobiegła do ogrodu. Zapuściła się w głąb wielkiego, pięknego ogrodu. Usiadła na trawie obok wysokiego dębu. Zaczęła rysować ptaki siedzące w karmniku zawieszonym na drzewie, które znajdowało się niedaleko miejsca, w którym usiadła.
Było cicho. Miała czas na myślenie.Znowu zaczęły ją dręczyć pytania. Na jej kartkę spływały łzy. Wiedziała, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Bała się przyszłości. Siedziała w ogrodzie dość długo. Zaczęli jej szukać.
-Ty jesteś Megan? –zapytał wysoki brunet.
-Tak. A ty to kto?
- Patrick, syn ogrodnika i pokojówki pracującego dla twojej ciotki –uśmiechnął się, miał piękny uśmiech. –Wszyscy Cie szukają.
-To która jest godzina?
-Dochodzi 15.
- Jezu. Już?
-Jeśli nie chcesz mieć kłopotów to lepiej wracaj.
-Spotkamy się jeszcze?
- Będziemy chodzić do tej samej szkoły.
- Pa.
Pobiegła w stronę dworku, nie odwracając głowy do tyłu.
-Gdzie ty się podziewałaś? –zapytała oburzona ciotka.
-Byłam w ogrodzie. Zrobiłam coś źle?
-Nie tylko się o ciebie martwiłam.
-Przepraszam to się już nigdy więcej nie powtórzy.
-Idź umyj ręce zaraz podadzą obiad. Toaleta jest na końcu korytarza.
Poszła szybkim krokiem w stronę łazienki. Wróciła szybkim krokiem.
-Ciociu gdzie zostaną pochowani moi rodzice? – Zapytała przełykając ślinę.
-Na pewno nie tutaj. Mój ludzie mają zorganizować im pogrzeb w rodzinnym mieście.
-Czemu nie tu?
- Uznałam, że tak będzie najlepiej.
-Czy będę mogła jechać na pogrzeb?
-Zaczynasz szkole. Koniec laby.
-Ale dlaczego? - uniosła głos.
-Moja panno za dużo tego do swojego pokoju.
Wybiegła w płaczu. Wpadając na niską blondyneczkę.
Siedziała w pokoju, nikogo nie chciał wpuścić. Usłyszała pukanie do drzwi.
-Kto tam?
-Patrick. Wpuścisz mnie?
-Co chcesz? Moja ciotka cie przysłała?
-Ona nawet nie wie, że tu jestem. Mam zakaz wchodzenia do dworku. I jak mnie wpuścisz to będę miał kłopoty.
Wstała z łóżka i otworzyła zamknięte na klucz drzwi. Patrick opowiedział jaka naprawdę jest jej ciotka.
-Ona nienawidzi dzieci. Nie pozwala żadnemu z dzieci parowników wchodzić do dworku. Mój rodzice mieszkają tu jak wiele osób zatrudnionych tutaj. Mamy swoje mieszkanka na tyłach ogrodu. Pewnie będziesz jeździć autobusem jak wszyscy. Ona jest sknerą. Pracowników traktuje jakby była ob. Nich lepsza. Może ma więcej pieniędzy, ale przynajmniej oni mają serce.
Za drzwiami słychać stukot szpilek. To ciotka.
-Szybko chowaj się –poganiała go ręką.
-Ale gdzie? –jego głos drżał.
-Właź do szafy albo pod łóżko –Widać było strach w jej oczach.
Rozległo się pukanie do drzwi.
-Mogę? –Za drzwi dobiegł delikatny głos ciotki.
-Proszę.
-Przyszłam poinformować cie, że jutro zaczynasz szkołę. Autobus masz o 8:00. Do przystanku jest około 20 minut drogi. Śniadanie zjesz sama o godzinie siódmej. Pokojówka ma przynieść ci książki oraz mundurek. Rozumiem, że plecak zeszyty posiadasz?
-Oczywiście. Czy sama będę umiała trafić na przystanek?
-Dzieci pracowników chodzą do tej samej szkoły, do której ty będziesz teraz uczęszczać.
Ciotka wyszła. Po odczekaniu kilku minut Patrick wyczołgał się z pod łóżka.
-To ja będę uciekał. Do jutra
-Pa. Dziękuje.
-Za co?
-Za wszystko. Za to, że ryzykowałeś dla mnie, żeby opowiedzieć mi o mojej ciotce.
-Nie mam za co. Polecam się na przyszłość.
Niespodziewanie do pokoju weszła pokojówka niosąca książki i mundurek.
- Patrick?! –wypowiedziała z niedowierzaniem pracownica.
-Mamo spokojnie nikt mnie nie widział – chłopak starała się uspokoić matkę.
-Wiesz jakie możemy mieć kłopoty? Marsz do domu.
-Ale mamo!
-Nie marudź –Wskazała palcem drzwi. –Przepraszam cie za mojego syna.
-Ale on nic nie zrobił. Ja nie jestem jak moja ciotka – Broniła chłopaka.
- Patrick ja coś powiedziałam.
Zeszła na
kolacje. Podawali potrawę, o której Megan nawet nie słyszała. Przy stole
panowała cisza. Dziewczyna nie zjadła dużo. Postanowiła przygotować się na
jutrzejszy dzień.
Wstała o
szóstej. Poszła do łazienki ubrała się w mundurek. Składała się on białej
bluzki, plisowanej czerwonej spódnicy i żakietu
koloru czerwonego z herbem szkoły. Nie było butów do mundurka więc
założyła swoje czarne vansy. Na swoje
rzęsy nałożyła niewielką ilość masakry.
Spakowała potrzebne książki. Gdy weszła do jadalni roznosił się zapach
świeżo parzonej kawy.
-Dzień dobry panienko –odezwał się mężczyzna w garniturze stojący przy ścianie.
-Dzień dobry. Jestem Megan. Nie jestem jak moja ciotka –odpowiedziała. –Ale jestem głodna
-Już podaje krewetki.
-A nie ma płatków czekoladowych z mlekiem?
-Pójdę sprawdzić – odrzekł mężczyzna.
-Stój. Ja też mam nogi. Nie lubię jak ktoś mnie wyręcza.
Poszła do kuchni. Wszyscy byli zaskoczeni obecnością Megan w kuchni. Znowu tłumaczyła, że nie jest jak swoja ciotka. Że umie sama o siebie zadbać. Wszyscy pracownicy są bardzo mili. Znalazły się płatki owsiane. Zjadła. Poszła umyć zęby i zabrać plecak. Czekała na Patricka przed dworkiem, żeby razem iść do szkoły.
-Hej –krzyknął otoczony grupką rozbawionej młodzieży.
Pobiegła do niego. Gdy dobiegła wszyscy przestali się śmiać.
-Ludzie to jest Megan. Nie jest jak jej ciotka. Spokojnie.
Po tych słowach atmosfera rozluźniła się. Szła w milczeniu całą drogę na przystanek. Oślepiało ją słońce, którego promieni przedostawały się między gałęziami drzew. Dotarli do przystanku. Czekali około pięciu minut. Podjechał żółty autobus pełny głośnych uczniów ubranych w te same mundurki. -Megan chodź tu –Pokazał jej miejsce obok siebie.
Cała droga przeminęła w milczeniu. Od czasu do czasu ich spojrzenia spotykały się na krótka chwile.
-Dzień dobry panienko –odezwał się mężczyzna w garniturze stojący przy ścianie.
-Dzień dobry. Jestem Megan. Nie jestem jak moja ciotka –odpowiedziała. –Ale jestem głodna
-Już podaje krewetki.
-A nie ma płatków czekoladowych z mlekiem?
-Pójdę sprawdzić – odrzekł mężczyzna.
-Stój. Ja też mam nogi. Nie lubię jak ktoś mnie wyręcza.
Poszła do kuchni. Wszyscy byli zaskoczeni obecnością Megan w kuchni. Znowu tłumaczyła, że nie jest jak swoja ciotka. Że umie sama o siebie zadbać. Wszyscy pracownicy są bardzo mili. Znalazły się płatki owsiane. Zjadła. Poszła umyć zęby i zabrać plecak. Czekała na Patricka przed dworkiem, żeby razem iść do szkoły.
-Hej –krzyknął otoczony grupką rozbawionej młodzieży.
Pobiegła do niego. Gdy dobiegła wszyscy przestali się śmiać.
-Ludzie to jest Megan. Nie jest jak jej ciotka. Spokojnie.
Po tych słowach atmosfera rozluźniła się. Szła w milczeniu całą drogę na przystanek. Oślepiało ją słońce, którego promieni przedostawały się między gałęziami drzew. Dotarli do przystanku. Czekali około pięciu minut. Podjechał żółty autobus pełny głośnych uczniów ubranych w te same mundurki. -Megan chodź tu –Pokazał jej miejsce obok siebie.
Cała droga przeminęła w milczeniu. Od czasu do czasu ich spojrzenia spotykały się na krótka chwile.
Megan czuła się
nieswojo w szkole. Nie mogła się
odnaleźć. Patrick starał się jej pomóc. Na niektórych przedmiotach siedziała z
chłopakiem, lub sama, lub z dziewczyną o imieniu Liz. Dziewczyna wiedziała, że
skądś ją zna.
Gdy wracali ze
szkoły było już inaczej. Rozmawiali z nią. Zrozumieli, że jest inna niż jej
ciotka. Od razu gdy dotarła do dworku pobiegła do kuchni. Zabrała jabłko i
poszła do pokoju. Zabrała się za odrabianie lekcji przerwało jej pukanie do
drzwi.
-Proszę –odpowiedział.
Drzwi się otworzyły. Stanęła w nich mama Patrick.
-Witaj Megan. Jak Minął pierwszy dzień w szkolę?
-Dzień dobry. W porządku.
-Za piętnaście minut podadzą obiad.
-Oczywiście.
-Potrzebujesz czegoś?
-Nie dziękuje.
Postanowiła odłożyć lekcję i iść do łazienki umyć ręce. Gdy weszła do jadalni w powietrzu unosił się zapach pieczonej kaczki. Przy stole, który okryty był białym obrusem, a na środku stał świecznik z trzema palącymi się świecami, siedziała ciotka. Miała ponury wyraz twarzy. Megan przyzwyczajała się powoli, że przy obiedzie jak innych posiłkach panuje cisza. Zjadła. Wstała od stołu i ruszyła w stronę drzwi.
-Zaczekaj –powiedziała ciotka spokojnym głosem.
Megan zatrzymała się nie odwracając się.
-Czy to prawda, że odwiedził cię wczoraj jakiś syn pracowników?
Megan zamarła. Wiedziała, że nie może powiedzieć prawdy. Nigdy nie zrobiła by tego Patrickowi.
-Nie skąd ten pomysł? –odpowiedziała. –Przepraszam ale mam mnóstwo pracy domowej.
-Jeśli taka sytuacja się powtórzy jego rodzice stracą prace. Żadne z dzieci pracowników nie ma prawa przebywać w dworze. Zrozumiano?
-Tak. Ale nie wiem o czym ciocia mówi.
Odeszła. Nie pojawiła się na kolacji. Zastanawiała się skąd ciotka wiedziała o odwiedzinach Patricka.
-Proszę –odpowiedział.
Drzwi się otworzyły. Stanęła w nich mama Patrick.
-Witaj Megan. Jak Minął pierwszy dzień w szkolę?
-Dzień dobry. W porządku.
-Za piętnaście minut podadzą obiad.
-Oczywiście.
-Potrzebujesz czegoś?
-Nie dziękuje.
Postanowiła odłożyć lekcję i iść do łazienki umyć ręce. Gdy weszła do jadalni w powietrzu unosił się zapach pieczonej kaczki. Przy stole, który okryty był białym obrusem, a na środku stał świecznik z trzema palącymi się świecami, siedziała ciotka. Miała ponury wyraz twarzy. Megan przyzwyczajała się powoli, że przy obiedzie jak innych posiłkach panuje cisza. Zjadła. Wstała od stołu i ruszyła w stronę drzwi.
-Zaczekaj –powiedziała ciotka spokojnym głosem.
Megan zatrzymała się nie odwracając się.
-Czy to prawda, że odwiedził cię wczoraj jakiś syn pracowników?
Megan zamarła. Wiedziała, że nie może powiedzieć prawdy. Nigdy nie zrobiła by tego Patrickowi.
-Nie skąd ten pomysł? –odpowiedziała. –Przepraszam ale mam mnóstwo pracy domowej.
-Jeśli taka sytuacja się powtórzy jego rodzice stracą prace. Żadne z dzieci pracowników nie ma prawa przebywać w dworze. Zrozumiano?
-Tak. Ale nie wiem o czym ciocia mówi.
Odeszła. Nie pojawiła się na kolacji. Zastanawiała się skąd ciotka wiedziała o odwiedzinach Patricka.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
