Rozdział 4
Minął
tydzień.Megan zbliżyła się do Lily.Nadal była pokłócona z Patrickiem. Miała
Lily,lecz czuła się samotna. Brakowało jej rodziców, rodzinnego domu i starych
znajomych. Z ciotką nie miała dobrych kontaktów.
W
sobotnie popołudnie spotkała się z Lily,na polanie obok dworku.
-Hej –rzuciła wesoło blondynka.
-Hej.
-Rozmawiałam z Patrickiem.
-Po co? –powiedziała zdenerwowana.
-Bo widziałam jak się męczysz –odpowiedziała. –Nie mogłam na to pozwolić –kontynuowała. –Patrick też cierpiał.
-Jakoś to nie pomogło. Nie ma go ze mną kiedy go potrzebuje.
Gdy wypowiadała te słowa za jej plecami rozbrzmiał męski głos.
-Jestem –był to Patrick. –Przepraszam, że tak zareagowałem.
W jej oczach pojawiły się łzy.Przysunął się do niej.Poczuła zapach jego perfum.Musnął ją wargami. Nie pozwoliła,żeby przestał. Złapała go za szyje.Przeczesała jego brązowe włosy palcami.Patrick złapał ją w tali.Po skończonym pocałunku szepnął jej do ucha:
-Kocham cię.
Spojrzała mu w oczy.Uśmiechnęła się.Po chwili zobaczyli, że Lily trzyma się z a rękę z chłopakiem. Megan go nie znała. Lily była bardzo szczęśliwa. Nie zwracała na nich uwagi.
-Kto to? – zapytała.
-Victor. Jego rodzice też tu mieszkają.
Złapali się za ręce. Pobiegli do pary siedzącej na zielonej trawie.
-Megan to jest Victor.Victor to jest Megan.
-Miło mi –powiedział ciemnowłosy chłopak.
-My będziemy się zbierać –powiedział Patrick. –Tylko odstaw Lily o rozsądnej porze do domu.
Wtedy Megan zrozumiała, że jej chłopak traktuje jej najlepszą przyjaciółkę jak siostrę.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Resztę drogi spędzili w milczeniu.
-Hej –rzuciła wesoło blondynka.
-Hej.
-Rozmawiałam z Patrickiem.
-Po co? –powiedziała zdenerwowana.
-Bo widziałam jak się męczysz –odpowiedziała. –Nie mogłam na to pozwolić –kontynuowała. –Patrick też cierpiał.
-Jakoś to nie pomogło. Nie ma go ze mną kiedy go potrzebuje.
Gdy wypowiadała te słowa za jej plecami rozbrzmiał męski głos.
-Jestem –był to Patrick. –Przepraszam, że tak zareagowałem.
W jej oczach pojawiły się łzy.Przysunął się do niej.Poczuła zapach jego perfum.Musnął ją wargami. Nie pozwoliła,żeby przestał. Złapała go za szyje.Przeczesała jego brązowe włosy palcami.Patrick złapał ją w tali.Po skończonym pocałunku szepnął jej do ucha:
-Kocham cię.
Spojrzała mu w oczy.Uśmiechnęła się.Po chwili zobaczyli, że Lily trzyma się z a rękę z chłopakiem. Megan go nie znała. Lily była bardzo szczęśliwa. Nie zwracała na nich uwagi.
-Kto to? – zapytała.
-Victor. Jego rodzice też tu mieszkają.
Złapali się za ręce. Pobiegli do pary siedzącej na zielonej trawie.
-Megan to jest Victor.Victor to jest Megan.
-Miło mi –powiedział ciemnowłosy chłopak.
-My będziemy się zbierać –powiedział Patrick. –Tylko odstaw Lily o rozsądnej porze do domu.
Wtedy Megan zrozumiała, że jej chłopak traktuje jej najlepszą przyjaciółkę jak siostrę.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Resztę drogi spędzili w milczeniu.
Zaprowadził
ją do chaty.Przed wejściem zatkał jej oczy. Pomógł jej wejść do środka. Na
środku było ułożone serce i napis „PRZEPRASZAM”,wykonany ze świeżych kwiatów.Megan zatkało dech w
piersiach.Rzuciła mu się na szyję.Pocałowała go.
- To jeszcze nie koniec – uśmiechnął się.
Wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko w kształcie serca.Otworzył wieczko.W środku był srebrny wisiorek w kształcie serca.
-Podoba ci się?
-Jest śliczny.
-Mogę ci go założyć? – zapytał namiętnie.
-Oczywiście – odwróciła się i przytrzymała włosy w górze. – Jest prześliczny.
-Cieszę się, że ci się podoba. Musimy już iść,bo zaraz masz obiad.
- To jeszcze nie koniec – uśmiechnął się.
Wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko w kształcie serca.Otworzył wieczko.W środku był srebrny wisiorek w kształcie serca.
-Podoba ci się?
-Jest śliczny.
-Mogę ci go założyć? – zapytał namiętnie.
-Oczywiście – odwróciła się i przytrzymała włosy w górze. – Jest prześliczny.
-Cieszę się, że ci się podoba. Musimy już iść,bo zaraz masz obiad.
Zdążyła
w ostatniej chwili.Miała na sobie bokserkę więc widać było wisiorek.
-Co masz na szyi? – zapytała oburzona ciotka.
-Wisiorek – odpowiedziała spokojnie.
- Wiem,że to wisiorek – krzyknęła. – Skąd go masz?
-Dostałam.
-Od kogo?
-Od rodziców.
-Nie kłam – walnęła ręką w stół.
-Nie kłamie.
-Wiem, że dostałaś to od tego chłopaka.
-Nieprawda.
Ciotka podeszła do Megan,złapała za wisiorek i z całej siły pociągnęła.Urwała go.I schowała w kieszeni żakietu.
-Zapomnij o tym chłopaku.
-Jak możesz! –podniosła głos. –Nie masz prawa!!
Wybiegła z jadalni z płaczem.
-Co masz na szyi? – zapytała oburzona ciotka.
-Wisiorek – odpowiedziała spokojnie.
- Wiem,że to wisiorek – krzyknęła. – Skąd go masz?
-Dostałam.
-Od kogo?
-Od rodziców.
-Nie kłam – walnęła ręką w stół.
-Nie kłamie.
-Wiem, że dostałaś to od tego chłopaka.
-Nieprawda.
Ciotka podeszła do Megan,złapała za wisiorek i z całej siły pociągnęła.Urwała go.I schowała w kieszeni żakietu.
-Zapomnij o tym chłopaku.
-Jak możesz! –podniosła głos. –Nie masz prawa!!
Wybiegła z jadalni z płaczem.
Do końca
dnia miała zamiar nie wychodzić z domu.Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Nie mam ochoty z nikim rozmawiać – mówiąc,krztusiła się łzami.
-Proszę.Mogę wejść?–rozpoznała głos mamy Patricka.
-Tak.
Do pokoju weszła pokojówka.Patrick odziedziczył po kobiecie oczy.
-Wiem co zdarzyło się dziś w jadalni –zaczęła. – Twoja ciotka kazała mi to wyrzucić – otworzyła dłoń był tam srebrny wisiorek. – Nie mogłam tego zrobić – powiedziała. –Wiem,że dostałaś go od Patricka.
-Dziękuje,że naraża pani swoją pracę dla mnie – otarła łzy.
- Twoja ciotka mnie nie zwolni –powiedziała spokojnie.
-Czemu jest pani tak tego pewna?
-Wiem za dużo.Nie mogę o tym mówić.
-Dobrze,nie będę nalegać.
-Wiesz,twoja mama jak była dzieckiem często tu przyjeżdżała.Moi rodzice tu pracowali.Przyjaźniłam się z twoją mamą. – wyjęła małą paczuszką z kieszeni fartucha. –To kiedyś należało do niej – kobieta dała pakunek Megan.
Dziewczyna otworzyła go drżącymi rekami. W środku był brązowy dziennik.
-Zostawię cie teraz.
-Nie mam ochoty z nikim rozmawiać – mówiąc,krztusiła się łzami.
-Proszę.Mogę wejść?–rozpoznała głos mamy Patricka.
-Tak.
Do pokoju weszła pokojówka.Patrick odziedziczył po kobiecie oczy.
-Wiem co zdarzyło się dziś w jadalni –zaczęła. – Twoja ciotka kazała mi to wyrzucić – otworzyła dłoń był tam srebrny wisiorek. – Nie mogłam tego zrobić – powiedziała. –Wiem,że dostałaś go od Patricka.
-Dziękuje,że naraża pani swoją pracę dla mnie – otarła łzy.
- Twoja ciotka mnie nie zwolni –powiedziała spokojnie.
-Czemu jest pani tak tego pewna?
-Wiem za dużo.Nie mogę o tym mówić.
-Dobrze,nie będę nalegać.
-Wiesz,twoja mama jak była dzieckiem często tu przyjeżdżała.Moi rodzice tu pracowali.Przyjaźniłam się z twoją mamą. – wyjęła małą paczuszką z kieszeni fartucha. –To kiedyś należało do niej – kobieta dała pakunek Megan.
Dziewczyna otworzyła go drżącymi rekami. W środku był brązowy dziennik.
-Zostawię cie teraz.
Megan
nie mogła spojrzeć na ciotkę po tym co zrobiła więc nie pojawiła się na
kolacji. Usnęła czytając opowiadania swojej matki.