sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 4



Rozdział 4

                Minął tydzień.Megan zbliżyła się do Lily.Nadal była pokłócona z Patrickiem. Miała Lily,lecz czuła się samotna. Brakowało jej rodziców, rodzinnego domu i starych znajomych. Z ciotką nie miała dobrych kontaktów.
             W sobotnie popołudnie spotkała się z Lily,na polanie obok dworku.
-Hej –rzuciła wesoło blondynka.
-Hej.
-Rozmawiałam z Patrickiem.
-Po co? –powiedziała  zdenerwowana.
-Bo widziałam jak się męczysz –odpowiedziała. –Nie mogłam na to pozwolić –kontynuowała. –Patrick też cierpiał.
-Jakoś to nie pomogło. Nie ma go ze mną kiedy go potrzebuje.
Gdy wypowiadała te słowa za jej plecami rozbrzmiał męski głos.
-Jestem –był to Patrick. –Przepraszam, że tak zareagowałem.
W jej oczach pojawiły się łzy.Przysunął się do niej.Poczuła zapach jego perfum.Musnął ją wargami. Nie pozwoliła,żeby przestał. Złapała go za szyje.Przeczesała jego brązowe włosy palcami.Patrick złapał ją w tali.Po skończonym pocałunku szepnął jej do ucha:
-Kocham cię.
Spojrzała mu w oczy.Uśmiechnęła się.Po chwili zobaczyli, że Lily trzyma się z a rękę z chłopakiem. Megan go nie znała. Lily była bardzo szczęśliwa. Nie zwracała na nich uwagi.
-Kto to? – zapytała.
-Victor. Jego rodzice też tu mieszkają.
Złapali się za ręce. Pobiegli do pary siedzącej na zielonej trawie.
-Megan to jest Victor.Victor to jest Megan.
-Miło mi –powiedział ciemnowłosy chłopak.
-My będziemy się zbierać –powiedział Patrick. –Tylko odstaw Lily o rozsądnej porze do domu.
Wtedy Megan zrozumiała, że jej chłopak traktuje jej najlepszą przyjaciółkę jak siostrę.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Resztę drogi spędzili w milczeniu.
                Zaprowadził ją do chaty.Przed wejściem zatkał jej oczy. Pomógł jej wejść do środka. Na środku było ułożone serce i napis „PRZEPRASZAM”,wykonany ze  świeżych kwiatów.Megan zatkało dech w piersiach.Rzuciła mu się na szyję.Pocałowała go.
- To jeszcze nie koniec – uśmiechnął się.
Wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko w kształcie serca.Otworzył wieczko.W środku był srebrny wisiorek w kształcie serca.
-Podoba ci się?
-Jest śliczny.
-Mogę ci go założyć? – zapytał namiętnie.
-Oczywiście – odwróciła się i przytrzymała włosy w górze.  – Jest prześliczny.
-Cieszę się, że ci się podoba. Musimy już iść,bo zaraz masz obiad.
                Zdążyła w ostatniej chwili.Miała na sobie bokserkę więc widać było wisiorek.
-Co masz na szyi? – zapytała oburzona ciotka. 
-Wisiorek – odpowiedziała spokojnie.
- Wiem,że to wisiorek – krzyknęła. – Skąd go masz?
-Dostałam.
-Od kogo?
-Od rodziców.
-Nie kłam – walnęła ręką w stół.
-Nie kłamie.
 -Wiem, że dostałaś to od tego chłopaka.
-Nieprawda.
Ciotka podeszła do Megan,złapała za wisiorek i z całej siły pociągnęła.Urwała go.I schowała w kieszeni żakietu.
-Zapomnij o tym chłopaku.
-Jak możesz! –podniosła głos. –Nie masz prawa!!
Wybiegła z jadalni z płaczem.
                Do końca dnia miała zamiar nie wychodzić z domu.Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Nie mam ochoty  z nikim rozmawiać – mówiąc,krztusiła się łzami.
-Proszę.Mogę wejść?–rozpoznała głos mamy Patricka.
-Tak.
Do pokoju weszła pokojówka.Patrick odziedziczył po kobiecie oczy.
-Wiem co zdarzyło się dziś w jadalni –zaczęła. – Twoja ciotka kazała mi to wyrzucić – otworzyła dłoń był tam  srebrny wisiorek. – Nie mogłam tego zrobić – powiedziała. –Wiem,że dostałaś go od Patricka.
-Dziękuje,że naraża pani swoją pracę dla mnie – otarła łzy.
- Twoja ciotka mnie nie zwolni –powiedziała spokojnie.
-Czemu jest pani tak tego pewna?
-Wiem za dużo.Nie mogę o tym mówić.
-Dobrze,nie będę nalegać.
-Wiesz,twoja mama jak była dzieckiem często tu przyjeżdżała.Moi rodzice tu pracowali.Przyjaźniłam się z twoją mamą. – wyjęła małą paczuszką z kieszeni fartucha. –To kiedyś należało do niej – kobieta dała pakunek Megan.
Dziewczyna otworzyła go drżącymi rekami. W środku był brązowy dziennik.
-Zostawię cie teraz.
                Megan nie mogła spojrzeć na ciotkę po tym co zrobiła więc nie pojawiła się na kolacji. Usnęła czytając opowiadania swojej matki.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 3



Rozdział 3


Najpierw uderzyła ją fala morskiej bryzy, potem poczuła lekki wiatr. Nie przypominała sobie tego miejsca.Była sama.Bała się.
Usłyszała łamanie gałęzi.Kręciła się w kółko.
-KTO TU JEST?
Nikt się nie odzywał.
-ODEZWIJ SIĘ!!
Nadal nic.
Nagle usłyszała.
-To twoja wina!
-Co takiego!?
-To przez ciebie zginęli twoi rodzice.To ty ich namówiłaś na ten bankiet!
Łzy płynęły jej po policzku.
                Obudził ją własny krzyk.Miała mokre policzki.Płakała przez sen. Była czwarta rano.Nie mogła już spać.Usiadła w rogu pokoju.Zaczęła  rysować.Jednak nie przestała płakać.Nie zeszła na śniadanie.Poszła od razu do szkoły.Patrick zobaczył, że co jest nie tak.
-Coś się stało? –zapytał zaniepokojony.
-Nic mi nie jest –odpowiedziała obojętnie.
-Przecież widzę.Czy chodzi o to co stało się wczoraj w chatce? Jeśli tak to przepraszam –powiedziawszy to przyśpieszył kroku.
-Nie! –krzyknęła. –Zaczekaj!!
-Po co?
-Chce ci to wyjaśnić!
-Słucham. Masz pięć minut.
-Wiesz czemu tu zamieszkałam?
-Nie i nie chce wiedzieć.
-No to ok. – Pobiegła do grupki śpiewających dziewczyn. –Mogę się dołączyć.
Resztę drogi spędziła z dziewczynami.Mruczała coś pod nosem nie mogła skupić się na słowach.Myślała o Patricku.
                Na lekcjach nie była aktywna. Podczas lunchu usiadła sama.
-Hej, mogę się dosiąść? –Zapytała drobna blondynka,  którą Megan chodziła na geografie i angielski.
-Hej, siadaj –Wskazała miejsce przy stoliku. –Jestem Megan.
-Lily –uśmiechnęła się widać było jej białe zęby.
-Czy my przypadkiem nie chodzimy razem na geografie i angielski?
-Chodzimy –odpowiedziała uprzejmie. –Moi rodzice pracują w dworku.
-Jako?
-Mama jest kucharką , tata kierowcą pani McCartey. Moja mama dużo o tobie mówi.
-Twoja mama to przemiła kobieta.
-Serio jadasz śniadania w kuchni?
-Tak. I jak bym mogła jadła bym tak każdy posiłek.Tam jest tak wesoło, a z moją ciotką. Szkoda gadać.
-Nie obraź się ale ja nienawidzę twojej ciotki.
-Ja tak samo. Nie pozwoliła mi pojechać na pogrzeb moich rodziców – Megan miała świeczki w oczach.
-Jeśli mogę zapytać to jak trafiłaś na dwór?
-Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym przeze mnie –powiedziała cicho.
-Czemu przez ciebie?
-Ja ich namawiałam, żeby tej nocy pojechali na ten cholerny bankiet.  –Nie wytrzymała popłakała się.
-Przecież to nie twoja wina. –Dziewczyna obiela płaczącą  Megan.
Rozmowa z Lily poprawiła Meg humor. Pierwszy raz powiedziała obcej osobie o jej rodzicach.
                Lekcje strasie się dłużyły. Wracała z Lily. Nie jak zawsze z Patrickiem.
-Czy ty jesteś  z Patrickiem –Zapytała Lily.
-Tak mi się wydawało, ale dzisiaj się pokłóciliśmy –w jej oczach znowu były łzy.
-O co poszło?
-Miałam sen w którym ktoś powiedział mi, że to prze zemnie moi rodzice zginęli była roztrzęsiona. Byłam oschła dla niego. On pomyślał, że to przez to, że nie pocałował dzień wcześniej.
-Chcesz żebym z nim porozmawiała.Znamy się od dziecka.
-Nie trzeba.
-Wszystko będzie dobrze. Jak byś czegoś potrzebowała pomocy powiedz mojej mamie ona ci powie jak mnie znajdziesz.
-Dziękuje. Kochana jesteś.
                Na obiedzie nie było jej myślami. Ciotka wypełniała jakieś dokumenty nawet nie zauważyła kiedy wyszła. Megan pobiegła do chatki. Stanęła na miejscu gdzie ostatnio  stała z Patrickiem. Dotknęła lekko swoich warg, w to miejsce gdzie wczoraj były usta  ukochanego. Czemu go tu teraz na nią niema? To pytanie krążyło jej po głowie. Wszyscy których kochała i są dla niej Wani odchodzą. Dlaczego? Nikt nie wie.
                Poszła do domu.Nie jadła kolacji.Poszła spać.Jej zapłakane oczy same się zamykały.

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 2



Rozdział 2

                Nie spała całą noc, rozmyślała o tym skąd ciotka mogła wiedzieć o Patricku? Usnęła dopiero nad ranem.Spała może trzy godziny.Śniadanie zjadła w kuchni. Lubiła jeść tam posiłki,ale z powodu ciotki nie mogła tego robić.Zostały jej tylko poranki wtedy kobieta jeszcze spała.Z uśmiechem na twarzy pobiegła do Patricka.Całą gromadą poszli do szkoły.Dziewczyna nie czuła zmęczenia.Szli przez las,śpiewali i świetnie się bawili.Wiedziała, że musi porozmawiać z chłopakiem. Bała się tej rozmowy. Postanowiła, że zrobi to w porze lunchu.Przed posiłkiem miała matematykę i francuski.

  Przyszła pora na rozmowę.
 -Hej.Usiądźmy sami muszę z tobą porozmawiać –poprosiła Megan.
- Słucham- powiedział chłopak stawiając czerwoną tacką z jedzeniem
-Moja ciotka wie,że byłeś u mnie ostatnio- postanowiła nie owijać w bawełnę. – Zagroziła,że jeśli się to jeszcze raz powtórzy to twój rodzice stracą prace.
-Wstrętna baba- powiedział pod nosem chłopak.
-Spokojnie – przysunęła się do niego i obieliła go ramieniem.
On odwzajemnił jej uścisk.
-Nie powiedziała,że nie możemy się spotykać –próbowała go uspokoić. – Pamiętasz gdzie się poznaliśmy?
-Tak.Jak bym mógł zapomnieć? – uśmiechnął się lekko.
-Tam będziemy się spotykać.
-Mam lepszy pomysł.
-Jaki? –zapytała zaciekawiona dziewczyna
-To niespodzianka - powiedział chłopak. –Spotkajmy się po obiedzie.
-Dobrze.
-Będę czekał pod drzewem gdzie ostatnio cie znalazłem.
-Przyjdę jak szybko się da.Teraz uciekam na angielski.
-Będę czekał –Uśmiechał się szeroko i pomachał Megan wychodzącej ze stołówki.
                Na angielskim omawiali poezje Philipa Larkin’a  pt. „The North Ship”.
-Megan przeczytaj trzecią strofę.
-
Drugi statek odwrócił się w kierunku wschodnim,
Nad morzem, morze, trzęsawiska,
I wiatr polować go jak zwierzę
Zakotwiczyć w niewoli.”
- Czuła jakby ta strofa opisywała jej życie przed kilkoma dniami.
-Co czujecie słuchając tej strofy? –zapytała profesor Brown.
Megan nie umiała wydusić z siebie ani jednego słowa.Była roztrzęsiona.Do końca tego dnia zostały tylko:  geografia, plastyka i wychowanie fizyczne.Megan do końca szkoły była nieobecna. Wracali ze szkoły mniejszą grupką niż rano.Jednak był tak samo wesoło.Tylko Megan była inna.Szła z tyłu grupy.Nikt nie zwracał na nią uwagi.Cieszyła się z tego powodu.
               Jednak na obiedzie ciotka zobaczyła, że coś jest nie tak...
-Megan czy coś nie tak?
-Nie – odpowiedziała dziewczyna. – Nie jestem głodna,pójdę do ogrodu.
-Oczywiście.
                Pobiegła ile sił w nogach do umówionego miejsca. Była tak ciekawa niespodzianki i zobaczenia Patricka,że nie zdjęła nawet mundurka.
-Jesteś już –powiedział chłopak.
-To gdzie ta niespodzianka?
-Daj mi rękę to cie tam zaprowadzę. Jest trochę dalej.
Dziewczyna podała mu dłoń. Złapał ją.Miał delikatną skórę.Meg rozmarzyła się.
-Możesz biegać? –nieświadomie wyrwał ją z zamyślenie.
Potrząsnęła głową.Po chwili wbiegli w lasek.Biegli w nim tylko chwile.Potem zobaczyła małą chatkę obrośnięta mchem.
-Co to?
-Opuszczony dom,mieszkał tam kiedyś stary ogrodnik.
-Czy możemy?
-Teoretycznie nie.Ale nikt tu nie przychodzi –powiedział chłopak. –Chodź.Pokaże ci jak jest w środku.
Pobiegli.Megan zapomniała już o lekcji angielskiego.Przy Patricku czuła się szczęśliwa.W chatce było parę starych okurzonych mebli. Patrick złapał Megan za rękę i przyprowadził na środek.Nie puszczał jej dłoni. Złapał jeszcze jedną. Ich palce się krzyżowały.
-Chciałem ci to powiedzieć wczoraj jak byłem u ciebie w pokoju,ale nie zdążyłem –zaczął chłopak. –Nie wiem jak mam ci to powiedzieć –kontynuował. –Podobasz mi się –Megan zamurowało.
-yyy… –nie mogła wydusić nic z siebie. – Też mi się podobasz.
Patrick złapała Megan w tali przeciągnął ją do siebie. Ich usta zbliżyły się do siebie. Pocałowali się. Najpierw był to lekki całus. Megan jednak nie pozwoliła, żeby to się tak skończyło i obejmuje jego szyję. Przeczesała palcami jego bujne włosy.Miał zmysłowe usta.Chciała żeby ta chwila trwała wiecznie.Kiedy skończyli przytulili się do siebie.
-Musimy już wracać –spojrzał dziewczynie w oczy.
-Nie chce.
-Chodź –złapał ją w tali i pocałował,złapała go i nie chciała go wypuścić.
                Gdy dotarła do dworku  już w holu unosiły się piękne zapachy. Postanowiła umyć ręce i iść na kolacje.Była bardzo godna.Przy posiłku siedziała cicho nie rozmawiała z ciotka. Po skończonym jedzeniu poszła odrabiać lekcje.Nie mogła się skupić myślała tylko o tym co zdarzyło się między nią a Patrickiem.