Rozdział 1
Płakała cały
dzień. Nie mogła sama zostać w domu bez opiekuna. Miała zamieszkać z ciotką na
drugim krańcu kraju. Najgorsze było dla niej to, że musi opuścić dom, w którym
się wychowywała i swoich przyjaciół. Nigdy nie widziała się z ciocią. Z tego co
wiedziała, ciocia jest pięćdziesięcioletnią kobietą mieszkającą w
dworku. Miała wyjechać dzisiaj wieczorem. Poinformowano ją ,że dom dostanie kiedy
skończy osiemnaście lat. Spakowała się w trzy pudła, dwie walizki i bagaż
podręczny. Jedno z pudeł wypełniła
książkami, które uwielbiała jej mama, drugie płytami taty, albumami i
rodzinnymi pamiątkami ,a trzecie swoimi ulubionymi rzeczami i wszystkim co
miała w pokoju. Walizki wypełniła ubraniami jakie tylko posiadała. W bagażu
podróżnym upchnęła buty.
Wyruszyła o 20
jechała całą noc. Dotarła na miejsce o 9 rano. Ciotka czekała przy wejściu z
dwoma mężczyznami ubranymi w takie same stroje. Kierowca przekazał im jej
bagaże. Ciotka zaprosiła ją na śniadanie. Usiadły po obu stronach długiego,
ciemnego stołu. Po skończonym posiłku krewna poprosiła jedną z pokojówek o
pokazanie pokoju, w którym ma mieszkać Megan. Pokój mieścił się na pierwszym
piętrze. Jego ściany były koloru błękitnego, a meble białe. Miał on widok na
duży ogród. Jej bagaże już były w pokoju, stały przy łóżku. Pokochała to
miejsce.
-Oto twój pokój. Jeśli będziesz czegoś potrzebować szukaj osoby ubranej w granatowe stroje służbowe –powiedziała pokojówka. –Czuj się jak w domu.
- Dziękuje. Czy mogę wyjść do ogrodu?
-Oczywiście.
Pokojówka wyszła, a Megan została sama. Sama z myślami jak teraz ma być. Gdzie pochowają jej rodziców? Czy będzie mogła iść na pogrzeb? Gdzie teraz będzie się uczyć? Jaka jest ciocia? Czy ktoś ją zrozumie? Wyjęła z pudła szkicownik, kredki i ołówek. Pobiegła do ogrodu. Zapuściła się w głąb wielkiego, pięknego ogrodu. Usiadła na trawie obok wysokiego dębu. Zaczęła rysować ptaki siedzące w karmniku zawieszonym na drzewie, które znajdowało się niedaleko miejsca, w którym usiadła.
Było cicho. Miała czas na myślenie.Znowu zaczęły ją dręczyć pytania. Na jej kartkę spływały łzy. Wiedziała, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Bała się przyszłości. Siedziała w ogrodzie dość długo. Zaczęli jej szukać.
-Ty jesteś Megan? –zapytał wysoki brunet.
-Tak. A ty to kto?
- Patrick, syn ogrodnika i pokojówki pracującego dla twojej ciotki –uśmiechnął się, miał piękny uśmiech. –Wszyscy Cie szukają.
-To która jest godzina?
-Dochodzi 15.
- Jezu. Już?
-Jeśli nie chcesz mieć kłopotów to lepiej wracaj.
-Spotkamy się jeszcze?
- Będziemy chodzić do tej samej szkoły.
- Pa.
Pobiegła w stronę dworku, nie odwracając głowy do tyłu.
-Gdzie ty się podziewałaś? –zapytała oburzona ciotka.
-Byłam w ogrodzie. Zrobiłam coś źle?
-Nie tylko się o ciebie martwiłam.
-Przepraszam to się już nigdy więcej nie powtórzy.
-Idź umyj ręce zaraz podadzą obiad. Toaleta jest na końcu korytarza.
Poszła szybkim krokiem w stronę łazienki. Wróciła szybkim krokiem.
-Ciociu gdzie zostaną pochowani moi rodzice? – Zapytała przełykając ślinę.
-Na pewno nie tutaj. Mój ludzie mają zorganizować im pogrzeb w rodzinnym mieście.
-Czemu nie tu?
- Uznałam, że tak będzie najlepiej.
-Czy będę mogła jechać na pogrzeb?
-Zaczynasz szkole. Koniec laby.
-Ale dlaczego? - uniosła głos.
-Moja panno za dużo tego do swojego pokoju.
Wybiegła w płaczu. Wpadając na niską blondyneczkę.
Siedziała w pokoju, nikogo nie chciał wpuścić. Usłyszała pukanie do drzwi.
-Kto tam?
-Patrick. Wpuścisz mnie?
-Co chcesz? Moja ciotka cie przysłała?
-Ona nawet nie wie, że tu jestem. Mam zakaz wchodzenia do dworku. I jak mnie wpuścisz to będę miał kłopoty.
Wstała z łóżka i otworzyła zamknięte na klucz drzwi. Patrick opowiedział jaka naprawdę jest jej ciotka.
-Ona nienawidzi dzieci. Nie pozwala żadnemu z dzieci parowników wchodzić do dworku. Mój rodzice mieszkają tu jak wiele osób zatrudnionych tutaj. Mamy swoje mieszkanka na tyłach ogrodu. Pewnie będziesz jeździć autobusem jak wszyscy. Ona jest sknerą. Pracowników traktuje jakby była ob. Nich lepsza. Może ma więcej pieniędzy, ale przynajmniej oni mają serce.
Za drzwiami słychać stukot szpilek. To ciotka.
-Szybko chowaj się –poganiała go ręką.
-Ale gdzie? –jego głos drżał.
-Właź do szafy albo pod łóżko –Widać było strach w jej oczach.
Rozległo się pukanie do drzwi.
-Mogę? –Za drzwi dobiegł delikatny głos ciotki.
-Proszę.
-Przyszłam poinformować cie, że jutro zaczynasz szkołę. Autobus masz o 8:00. Do przystanku jest około 20 minut drogi. Śniadanie zjesz sama o godzinie siódmej. Pokojówka ma przynieść ci książki oraz mundurek. Rozumiem, że plecak zeszyty posiadasz?
-Oczywiście. Czy sama będę umiała trafić na przystanek?
-Dzieci pracowników chodzą do tej samej szkoły, do której ty będziesz teraz uczęszczać.
Ciotka wyszła. Po odczekaniu kilku minut Patrick wyczołgał się z pod łóżka.
-To ja będę uciekał. Do jutra
-Pa. Dziękuje.
-Za co?
-Za wszystko. Za to, że ryzykowałeś dla mnie, żeby opowiedzieć mi o mojej ciotce.
-Nie mam za co. Polecam się na przyszłość.
Niespodziewanie do pokoju weszła pokojówka niosąca książki i mundurek.
- Patrick?! –wypowiedziała z niedowierzaniem pracownica.
-Mamo spokojnie nikt mnie nie widział – chłopak starała się uspokoić matkę.
-Wiesz jakie możemy mieć kłopoty? Marsz do domu.
-Ale mamo!
-Nie marudź –Wskazała palcem drzwi. –Przepraszam cie za mojego syna.
-Ale on nic nie zrobił. Ja nie jestem jak moja ciotka – Broniła chłopaka.
- Patrick ja coś powiedziałam.
-Oto twój pokój. Jeśli będziesz czegoś potrzebować szukaj osoby ubranej w granatowe stroje służbowe –powiedziała pokojówka. –Czuj się jak w domu.
- Dziękuje. Czy mogę wyjść do ogrodu?
-Oczywiście.
Pokojówka wyszła, a Megan została sama. Sama z myślami jak teraz ma być. Gdzie pochowają jej rodziców? Czy będzie mogła iść na pogrzeb? Gdzie teraz będzie się uczyć? Jaka jest ciocia? Czy ktoś ją zrozumie? Wyjęła z pudła szkicownik, kredki i ołówek. Pobiegła do ogrodu. Zapuściła się w głąb wielkiego, pięknego ogrodu. Usiadła na trawie obok wysokiego dębu. Zaczęła rysować ptaki siedzące w karmniku zawieszonym na drzewie, które znajdowało się niedaleko miejsca, w którym usiadła.
Było cicho. Miała czas na myślenie.Znowu zaczęły ją dręczyć pytania. Na jej kartkę spływały łzy. Wiedziała, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Bała się przyszłości. Siedziała w ogrodzie dość długo. Zaczęli jej szukać.
-Ty jesteś Megan? –zapytał wysoki brunet.
-Tak. A ty to kto?
- Patrick, syn ogrodnika i pokojówki pracującego dla twojej ciotki –uśmiechnął się, miał piękny uśmiech. –Wszyscy Cie szukają.
-To która jest godzina?
-Dochodzi 15.
- Jezu. Już?
-Jeśli nie chcesz mieć kłopotów to lepiej wracaj.
-Spotkamy się jeszcze?
- Będziemy chodzić do tej samej szkoły.
- Pa.
Pobiegła w stronę dworku, nie odwracając głowy do tyłu.
-Gdzie ty się podziewałaś? –zapytała oburzona ciotka.
-Byłam w ogrodzie. Zrobiłam coś źle?
-Nie tylko się o ciebie martwiłam.
-Przepraszam to się już nigdy więcej nie powtórzy.
-Idź umyj ręce zaraz podadzą obiad. Toaleta jest na końcu korytarza.
Poszła szybkim krokiem w stronę łazienki. Wróciła szybkim krokiem.
-Ciociu gdzie zostaną pochowani moi rodzice? – Zapytała przełykając ślinę.
-Na pewno nie tutaj. Mój ludzie mają zorganizować im pogrzeb w rodzinnym mieście.
-Czemu nie tu?
- Uznałam, że tak będzie najlepiej.
-Czy będę mogła jechać na pogrzeb?
-Zaczynasz szkole. Koniec laby.
-Ale dlaczego? - uniosła głos.
-Moja panno za dużo tego do swojego pokoju.
Wybiegła w płaczu. Wpadając na niską blondyneczkę.
Siedziała w pokoju, nikogo nie chciał wpuścić. Usłyszała pukanie do drzwi.
-Kto tam?
-Patrick. Wpuścisz mnie?
-Co chcesz? Moja ciotka cie przysłała?
-Ona nawet nie wie, że tu jestem. Mam zakaz wchodzenia do dworku. I jak mnie wpuścisz to będę miał kłopoty.
Wstała z łóżka i otworzyła zamknięte na klucz drzwi. Patrick opowiedział jaka naprawdę jest jej ciotka.
-Ona nienawidzi dzieci. Nie pozwala żadnemu z dzieci parowników wchodzić do dworku. Mój rodzice mieszkają tu jak wiele osób zatrudnionych tutaj. Mamy swoje mieszkanka na tyłach ogrodu. Pewnie będziesz jeździć autobusem jak wszyscy. Ona jest sknerą. Pracowników traktuje jakby była ob. Nich lepsza. Może ma więcej pieniędzy, ale przynajmniej oni mają serce.
Za drzwiami słychać stukot szpilek. To ciotka.
-Szybko chowaj się –poganiała go ręką.
-Ale gdzie? –jego głos drżał.
-Właź do szafy albo pod łóżko –Widać było strach w jej oczach.
Rozległo się pukanie do drzwi.
-Mogę? –Za drzwi dobiegł delikatny głos ciotki.
-Proszę.
-Przyszłam poinformować cie, że jutro zaczynasz szkołę. Autobus masz o 8:00. Do przystanku jest około 20 minut drogi. Śniadanie zjesz sama o godzinie siódmej. Pokojówka ma przynieść ci książki oraz mundurek. Rozumiem, że plecak zeszyty posiadasz?
-Oczywiście. Czy sama będę umiała trafić na przystanek?
-Dzieci pracowników chodzą do tej samej szkoły, do której ty będziesz teraz uczęszczać.
Ciotka wyszła. Po odczekaniu kilku minut Patrick wyczołgał się z pod łóżka.
-To ja będę uciekał. Do jutra
-Pa. Dziękuje.
-Za co?
-Za wszystko. Za to, że ryzykowałeś dla mnie, żeby opowiedzieć mi o mojej ciotce.
-Nie mam za co. Polecam się na przyszłość.
Niespodziewanie do pokoju weszła pokojówka niosąca książki i mundurek.
- Patrick?! –wypowiedziała z niedowierzaniem pracownica.
-Mamo spokojnie nikt mnie nie widział – chłopak starała się uspokoić matkę.
-Wiesz jakie możemy mieć kłopoty? Marsz do domu.
-Ale mamo!
-Nie marudź –Wskazała palcem drzwi. –Przepraszam cie za mojego syna.
-Ale on nic nie zrobił. Ja nie jestem jak moja ciotka – Broniła chłopaka.
- Patrick ja coś powiedziałam.
Zeszła na
kolacje. Podawali potrawę, o której Megan nawet nie słyszała. Przy stole
panowała cisza. Dziewczyna nie zjadła dużo. Postanowiła przygotować się na
jutrzejszy dzień.
Wstała o
szóstej. Poszła do łazienki ubrała się w mundurek. Składała się on białej
bluzki, plisowanej czerwonej spódnicy i żakietu
koloru czerwonego z herbem szkoły. Nie było butów do mundurka więc
założyła swoje czarne vansy. Na swoje
rzęsy nałożyła niewielką ilość masakry.
Spakowała potrzebne książki. Gdy weszła do jadalni roznosił się zapach
świeżo parzonej kawy.
-Dzień dobry panienko –odezwał się mężczyzna w garniturze stojący przy ścianie.
-Dzień dobry. Jestem Megan. Nie jestem jak moja ciotka –odpowiedziała. –Ale jestem głodna
-Już podaje krewetki.
-A nie ma płatków czekoladowych z mlekiem?
-Pójdę sprawdzić – odrzekł mężczyzna.
-Stój. Ja też mam nogi. Nie lubię jak ktoś mnie wyręcza.
Poszła do kuchni. Wszyscy byli zaskoczeni obecnością Megan w kuchni. Znowu tłumaczyła, że nie jest jak swoja ciotka. Że umie sama o siebie zadbać. Wszyscy pracownicy są bardzo mili. Znalazły się płatki owsiane. Zjadła. Poszła umyć zęby i zabrać plecak. Czekała na Patricka przed dworkiem, żeby razem iść do szkoły.
-Hej –krzyknął otoczony grupką rozbawionej młodzieży.
Pobiegła do niego. Gdy dobiegła wszyscy przestali się śmiać.
-Ludzie to jest Megan. Nie jest jak jej ciotka. Spokojnie.
Po tych słowach atmosfera rozluźniła się. Szła w milczeniu całą drogę na przystanek. Oślepiało ją słońce, którego promieni przedostawały się między gałęziami drzew. Dotarli do przystanku. Czekali około pięciu minut. Podjechał żółty autobus pełny głośnych uczniów ubranych w te same mundurki. -Megan chodź tu –Pokazał jej miejsce obok siebie.
Cała droga przeminęła w milczeniu. Od czasu do czasu ich spojrzenia spotykały się na krótka chwile.
-Dzień dobry panienko –odezwał się mężczyzna w garniturze stojący przy ścianie.
-Dzień dobry. Jestem Megan. Nie jestem jak moja ciotka –odpowiedziała. –Ale jestem głodna
-Już podaje krewetki.
-A nie ma płatków czekoladowych z mlekiem?
-Pójdę sprawdzić – odrzekł mężczyzna.
-Stój. Ja też mam nogi. Nie lubię jak ktoś mnie wyręcza.
Poszła do kuchni. Wszyscy byli zaskoczeni obecnością Megan w kuchni. Znowu tłumaczyła, że nie jest jak swoja ciotka. Że umie sama o siebie zadbać. Wszyscy pracownicy są bardzo mili. Znalazły się płatki owsiane. Zjadła. Poszła umyć zęby i zabrać plecak. Czekała na Patricka przed dworkiem, żeby razem iść do szkoły.
-Hej –krzyknął otoczony grupką rozbawionej młodzieży.
Pobiegła do niego. Gdy dobiegła wszyscy przestali się śmiać.
-Ludzie to jest Megan. Nie jest jak jej ciotka. Spokojnie.
Po tych słowach atmosfera rozluźniła się. Szła w milczeniu całą drogę na przystanek. Oślepiało ją słońce, którego promieni przedostawały się między gałęziami drzew. Dotarli do przystanku. Czekali około pięciu minut. Podjechał żółty autobus pełny głośnych uczniów ubranych w te same mundurki. -Megan chodź tu –Pokazał jej miejsce obok siebie.
Cała droga przeminęła w milczeniu. Od czasu do czasu ich spojrzenia spotykały się na krótka chwile.
Megan czuła się
nieswojo w szkole. Nie mogła się
odnaleźć. Patrick starał się jej pomóc. Na niektórych przedmiotach siedziała z
chłopakiem, lub sama, lub z dziewczyną o imieniu Liz. Dziewczyna wiedziała, że
skądś ją zna.
Gdy wracali ze
szkoły było już inaczej. Rozmawiali z nią. Zrozumieli, że jest inna niż jej
ciotka. Od razu gdy dotarła do dworku pobiegła do kuchni. Zabrała jabłko i
poszła do pokoju. Zabrała się za odrabianie lekcji przerwało jej pukanie do
drzwi.
-Proszę –odpowiedział.
Drzwi się otworzyły. Stanęła w nich mama Patrick.
-Witaj Megan. Jak Minął pierwszy dzień w szkolę?
-Dzień dobry. W porządku.
-Za piętnaście minut podadzą obiad.
-Oczywiście.
-Potrzebujesz czegoś?
-Nie dziękuje.
Postanowiła odłożyć lekcję i iść do łazienki umyć ręce. Gdy weszła do jadalni w powietrzu unosił się zapach pieczonej kaczki. Przy stole, który okryty był białym obrusem, a na środku stał świecznik z trzema palącymi się świecami, siedziała ciotka. Miała ponury wyraz twarzy. Megan przyzwyczajała się powoli, że przy obiedzie jak innych posiłkach panuje cisza. Zjadła. Wstała od stołu i ruszyła w stronę drzwi.
-Zaczekaj –powiedziała ciotka spokojnym głosem.
Megan zatrzymała się nie odwracając się.
-Czy to prawda, że odwiedził cię wczoraj jakiś syn pracowników?
Megan zamarła. Wiedziała, że nie może powiedzieć prawdy. Nigdy nie zrobiła by tego Patrickowi.
-Nie skąd ten pomysł? –odpowiedziała. –Przepraszam ale mam mnóstwo pracy domowej.
-Jeśli taka sytuacja się powtórzy jego rodzice stracą prace. Żadne z dzieci pracowników nie ma prawa przebywać w dworze. Zrozumiano?
-Tak. Ale nie wiem o czym ciocia mówi.
Odeszła. Nie pojawiła się na kolacji. Zastanawiała się skąd ciotka wiedziała o odwiedzinach Patricka.
-Proszę –odpowiedział.
Drzwi się otworzyły. Stanęła w nich mama Patrick.
-Witaj Megan. Jak Minął pierwszy dzień w szkolę?
-Dzień dobry. W porządku.
-Za piętnaście minut podadzą obiad.
-Oczywiście.
-Potrzebujesz czegoś?
-Nie dziękuje.
Postanowiła odłożyć lekcję i iść do łazienki umyć ręce. Gdy weszła do jadalni w powietrzu unosił się zapach pieczonej kaczki. Przy stole, który okryty był białym obrusem, a na środku stał świecznik z trzema palącymi się świecami, siedziała ciotka. Miała ponury wyraz twarzy. Megan przyzwyczajała się powoli, że przy obiedzie jak innych posiłkach panuje cisza. Zjadła. Wstała od stołu i ruszyła w stronę drzwi.
-Zaczekaj –powiedziała ciotka spokojnym głosem.
Megan zatrzymała się nie odwracając się.
-Czy to prawda, że odwiedził cię wczoraj jakiś syn pracowników?
Megan zamarła. Wiedziała, że nie może powiedzieć prawdy. Nigdy nie zrobiła by tego Patrickowi.
-Nie skąd ten pomysł? –odpowiedziała. –Przepraszam ale mam mnóstwo pracy domowej.
-Jeśli taka sytuacja się powtórzy jego rodzice stracą prace. Żadne z dzieci pracowników nie ma prawa przebywać w dworze. Zrozumiano?
-Tak. Ale nie wiem o czym ciocia mówi.
Odeszła. Nie pojawiła się na kolacji. Zastanawiała się skąd ciotka wiedziała o odwiedzinach Patricka.